25 marca 2011

Ateizm - negacja, pustka.

Ateizm to pogląd, który neguje. Zawsze stawia skończoność i ograniczoność w miejsce tego, co nieskończone i nieograniczone. Dlatego ateizm w konsekwencji degeneruje człowieka. Niewiara sama z siebie kompletnie nic nie daje. Ona umie tylko negować i kontestować. To, że ateiści mogą normalnie funkcjonować w społeczeństwie nie wynika z jakichś ateistycznych wartości (bo takie nieistnieją). Ateiści są ukształtowani przez społeczność w jakiej się wychowali. Są uformowani przez tradycję, historię, a przez to także religię wyznawaną w tej społeczności.
Dla każdego logicznie myślącego człowieka, który zna przynajmniej podstawy historii oczywistym jest, że to dzięki Kościołowi znamy alfabet łaciński. W czasach gdy rozpadło się Imperium Rzymskie na Zachodzie, a Europę zalały plemiona barbarzyńskie, jedynie duchowni potrafili pisać oraz czytać i te umiejętności przekazywali kolejnym pokoleniom. Gdyby nie Kościół, alfabet w łaciński poszedłby na wieki w zapomnienie, a wraz z nim całe bogactwo kultury łacińskiej zawarte w różnego rodzaju pismach. To dzięki Papieżom mamy dzisiaj instytucję obrońcy podczas rozpraw sądowych. A architektura i sztuka? Prawa człowieka, poszanowanie godności osoby ludzkiej? Przykłady można mnożyć w nieskończoność, więcej na ten temat napisałem tutaj.
Dlatego w pewnym sensie ateiści są pasożytami, którzy żerują na wartościach wyznawanych przez innych, nie wnosząc w społeczeństwo żadnych własnych przekonań, które bezpośrednio wynikałyby z ateizmu. Bo takowych po prostu nie ma. Wszystkie pozytywne wartości w jakie wierzą ateiści zostały ukształtowane w sposób całkowicie niezależny od tej ograniczającej człowieka postawy. Ateizm generuje jedynie negację i często agresję, co widać np. w komentarzach ateistów na temat Boga, wiary i Kościoła, które często dostaję także na moim blogu, a których z poczucia przyzwoitości z reguły nie publikuję.
Rodzi się pytanie: co musi się dziać w sercu człowieka, który wypowiada się w taki sposób? Czy ten człowiek naprawdę wierzy w to, że Boga nie ma? Skąd tyle agresji, nienawiści, niekończąca się determinacja w dyskutowaniu na temat wiary - czyli o rzeczywistości, której nigdy tak naprawdę nie doświadczył…?

Jedyną pożywką i usprawiedliwieniem dla ateistów są błędy w wyznawaniu wiary przez ludzi religijnych. Ateiści próbują żerować na tych błędach tworząc wizerunek religii jako opium, urojenia czy czegoś szkodliwego. Nie widzą, bo nie są w stanie dostrzec tego jak wiele pozytywnych wartości wnosi w życie społeczne i prywatne poprawnie przeżywana wiara w Boga.
Wiara religijna jest realną rzeczywistością, siłą która ma ogromny wpływ na życie ludzi. Niewiara religijna jest tylko brakiem wiary, jest brakiem czegoś co istnieje. Jeżeli mówimy o "istnieniu braku" to mówimy o "istnieniu pustki i nicości".


Ateiści zazwyczaj traktują wiarę jako zbiór jakichś dogmatów narzucanych ludziom przez Kościół. Całkowicie pomijają przy tym ten pierwotny, najważniejszy aspekt wiary, który wynika z doświadczenia egzystencjalnego jakim jest osobiste doświadczenie Boga objawiającego się człowiekowi. Ateiści utożsamiają wiarę z dogmatami traktując wiarę religijną jako swoistą ideologię, a Magisterium Kościoła jako swoiste manifesty ideologiczne. Odrzucając wiarę odrzucają coś, co wg nich jest tylko zbiorem jakichś prawd ideologicznych (dogmatów).

Według ateistycznych "racjonalistów" naukowe jest tylko to co jest racjonalne i sprawdzalne...

Z A T E M

…filozofia czy teologia nie są naukami, bo nie wszystkie ich tezy są sprawdzalne!

Ateistyczne ograniczenie polega na tym, że ateiści wszystko muszą mieć udowodnione. Tymczasem życie ludzkie nie składa się tylko z tego co udowodnione. Człowiek, który zawiera związek małżeński "na całe życie", podejmuje wiele poważnych decyzji kierując się jedynie wiarą i zaufaniem. Gdyby ktoś chciał mieć stuprocentową pewność, że nie zostanie zdradzony, żadne małżeństwo nie wchodziłoby w rachubę. To oczywiste i nikt z tego powodu nie twierdzi, że zawarcie małżeństwa jest czymś irracjonalnym. Trudno o bardziej dobitny dowód na ograniczony charakter decyzji dotyczącej wyboru ateistycznego racjonalizmu jako swojego światopoglądu.

Ateiści także muszą wiele rzeczy przyjmować na wiarę: np. wierzą w to że nauka odpowie na wszystkie pytania. Uwierzyli w nazizm i komunizm, wierzą mediom itp. W jedno tylko nie wierzą: nie wierzą w Boga!

Dlaczego nie wierzą w Boga?
Bo wtedy musieliby zgodzić się z tym, że nie są panami świata oraz własnego życia. Musieliby nauczyć się trochę autentycznej pokory. Musieliby zrezygnować ze swojego cwaniactwa i musieliby się nauczyć żyć pełnią własnego człowieczeństwa w zgodzie z Bogiem i ludźmi.

Ich droga życiowa jest jednak całkiem inna:
Ateiści łudzą się, że są całkowitymi panami samych siebie, że są mądrzejsi (racjonalniejsi) niż inni i bardziej wolni niż inni. Dzięki temu mogą swoje zwykłe indywidualistyczne cwaniactwo przedkładać ponad to, co wypracowały pokolenia innych ludzi i czerpać z tego cwaniactwa swoiste samozadowolenie. Oni tego nie zmienią za żadna cenę.

Pan Bóg stworzył każdego człowieka, więc decyzja o odrzuceniu Stwórcy nie może być dla nas obojętna. I nie jest, co pokazuje właśnie postawa ateistów. Ich serce i sumienie jest tak niespokojne, że są w stanie bez końca kontynuować rozmowy na temat wiary i Boga, w którego przecież nie wierzą (!). Nie zasną spokojnie, jeśli nie powiedzą ostatniego zdania w dyskusji. Potrafią w człowieku wierzącym, zwłaszcza w Kapłanach tendencyjnie dostrzegać samo zło i obłudę. Często łączy się to z wielką agresją i nienawiścią. Żyją własnymi wyobrażeniami na temat wiary, które wynikają z braku jej doświadczenia oraz własnego poczucia wyższości. Wciąż się indoktrynują - uwierzą w każdą bajkę, nawet najmniej prawdopodobną, byleby ta oczerniała Kościół, kapłanów czy wiernych. I wtedy już nie szukają dowodów, wtedy właśnie ateiści stają się wierzącymi. Są w stanie zafałszować historię, naukę czy prawdy wiary żeby tylko wykazać swoją rację. I wtedy już nie ma mowy o żadnym racjonalizmie. Nie wchodzą więc w grę żadne rozmowy z ateistami, gdyż tu nie chodzi o argumenty. Chodzi tylko o to, czy jesteś z Chrystusem, czy chroni Ciebie ogromna moc jego Sakramentów. Bo tylko Chrystus jest Prawdą i tylko Chrystus jednoczy.
Nauka Chrystusa, głoszona przez Kościół katolicki. Od ponad 2000 lat opierająca się naciskom opinii publicznej, zawsze płynąca „pod prąd”. Od ponad 2000 lat poniżana i wyśmiewana, stawiająca trudne wymagania, a mimo to kwitnąca w sercach miliardów wierzących. Ponadczasowa, ponadkulturowa. Pozornie bezbronna (ilu żołnierzy broni Watykanu?), a jednak niepokonana zgodnie z obietnicą daną nam przez Chrystusa: „(…) a bramy piekielne jej nieprzemogą!”. Niszczona przez schizmy, sekty i inne religie, a mimo to wciąż wolna od kłamstwa. Prawdziwa moc Chrystusa, nie wynika z ludzkich, a więc ułomnych dyskusji czy sporów. Ona wypływa wprost z Sakramentów, których Bóg udziela przez swój święty Kościół.

9 marca 2011

Wielki Post

Wielki Post - czas wyciszenia i skupienia się na własnej relacji z Panem Bogiem. Także dla mnie, więc raczej nie ma co liczyć na sporą ilość nowych wpisów na blogu czy na moderację komentarzy w najbliższym czasie. Głodnych kolejnych wpisów odsyłam na razie do tego bloga i zostawiam Was z Pneumą - jest moc ;)





Dziś zakończyliśmy też akcję 8. marca - Dzień Ofiar Feminizmu. Ponad 350 "lubiących to" na Facebooku w zaledwie kilka dni! Niesamowite, nie spodziewaliśmy się :) Chcemy teraz ogromnie wszystkim podziękować za udział w akcji, za wsparcie i przede wszystkim za modlitwę! Potęga modlitwy, to wspaniałe, że nie chcecie siedzieć z założonymi rękami. Co prawda Dzień Kobiet się skończył, ale jeśli czasem Wam się przypomni nasza akcja i te wszystkie intencje w których razem się modliliśmy, to wyciągnijcie Różaniec :)

4 marca 2011

8. marca dniem modlitw za ofiary feminizmu?

Feminizm podobnie jak homoseksualizm, pod przykrywką pozytywnie kojarzących się wartości takich jak „równość” czy „tolerancja”, jest manipulacją. To wynaturzenie, czyli przeciwstawienie się własnej naturze, całkowity brak akceptacji samej siebie. Jest to postawa buntu, który w przypadku feminizmu jest doskonale widoczny. Czy naprawdę trzeba krzyczeć, domagać się aborcji, propagować związki lesbijskie jako receptę na problemy w relacjach damsko-męskich, robić karierę kosztem rodziny i macierzyństwa? Czy tego pragnie każda kobieta...?
Dzień kobiet. Wiadomo: kwiaty, życzenia. Takie gesty są ważne, ale czy to nie za mało?

Wielka moc, jaka płynie z modlitwy do naszego Ojca, jest w stanie zdziałać niesamowicie wiele. Dlatego we współpracy z serwisem Fronda.pl przygotowaliśmy akcję 8. marca dniem modlitw za ofiary feminizmu. Oprócz intencji modlitwy oraz zaaranżowanej Tajemnicy Różańca znajdziecie na naszej stronie wiele informacji na temat problemu feminizmu, jak artykuły czy materiały wideo oraz możliwość dyskusji z innymi użytkownikami.

 Szczegóły akcji na stronie internetowej:



Serwis Fronda.pl napisał o naszej akcji - zachęcamy do przeczytania artykułu!

Sukces akcji - ponad 350 lubiących naszą akcję na Facebooku w zaledwie kilka dni! DZIĘKUJEMY!

23 lutego 2011

Mam dość, czyli stanowcze "nie" dla lobby feministycznego w naszym kraju

Mam dość! Dość tęczowych szopek, dość bzdur o prześladowaniu ze względu na orientację seksualną w naszym kraju. Jeżeli ktoś został pobity, niech to zgłosi na policję. Kara zostanie wymierzona nie ze względu na to czy ofiara to homoseksualista czy heteroseksualista, ale ze względu na szkodliwość czynu. Karzemy za czyny, nie za osoby! Każdy jest równy wobec prawa, nie zależnie od tego czy jest lewo- czy praworęczny, czy ma blond czy czarne włosy. Dość budowania fałszywego przeświadczenia przez media, że homoseksualiści są liczni i że są prześladowani. Czemu w mediach nikt nie publikuje świadectw osób, którym udało się wyleczyć z homoseksualizmu, jak na przykład to świadectwo lub to


Dość feminizmu! Mam dość działania feministek, które poprzez parytety próbują z naszej demokracji stworzyć ustrój totalitarny. Przecież w Polsce większość wyborców to właśnie kobiety! Jak dotąd nikt nie zabraniał i nie utrudniał płci pięknej startu w wyborach do władz. Niższy procent kobiet w Sejmie wynika tylko z wolnych, niczym niekrępowanych decyzji poszczególnych kobiet i z ich natury. Choć oczywiście mieliśmy już w krótkiej historii polskiego parlamentaryzmu wiele kobiet u władzy, np. premier Hannę Suchocką. Mieliśmy też Partię Kobiet, która umarła śmiercią naturalną, ponieważ Polacy nie głosują ze względu na kryterium płci. Feministki nie chcą dostrzec, że Polacy to naród, który nie wybiera ze względu na powierzchowne kryteria rasy czy płci, ale wybiera kandydata za to, jakim człowiekiem jest (lub jakim człowiekiem wydaje się być, ale to inna kwestia). Tak samo Barack Obama nie został wybrany prezydentem USA bo reprezentował uciskaną niegdyś mniejszość murzyńską , ale został wybrany dlatego, że większość Amerykanów uznała go za najlepszego kandydata bez względu na jego kolor skóry, płeć czy inne powierzchowne kryteria. To było prawdziwe zwycięstwo, nie z ulitowania się narodu nad słabszym, nie ze współczucia czy wyrzutów sumienia.

Czy naprawdę chodzi tu o dobro kobiet? Czemu żadna feministka nie protestuje przeciwko kreowanemu w mediach wizerunkowi kobiety, jako przedmiotu służącego do zaspokajania potrzeb seksualnych? Dlaczego zamiast ustawy parytetowej czy innych bzdetów prawnych nie przyniosą do Sejmu ustaw zakazujących pornografii czy nachalnej akwizycji środków antykoncepcyjnych u ginekologów, jako lekarstwa na każdy problem? Dlaczego nie rozpoczną kampanii informacyjnej na temat tego jak bardzo szkodliwe, a w szczególności rakotwórcze, są środki sztucznej antykoncepcji? Dlaczego feministki nie ostrzegają przyszłych matek jak drogie, mało efektowne  i przede wszystkim upokarzające dla kobiety jest stosowanie metody in vitro? Jakim ciosem moralnym dla matki jest aborcja i co to jest "syndrom poabrocyjny"? Może dlatego, że nikt za to feministkom nie płaci? Może dlatego, że sponsorami feministek są właśnie koncerny produkujące środki antykoncepcyjne, kliniki aborcyjne itp.? I nikomu tak naprawdę nie zależy na niczym innym, jak na władzy i pieniądzach...? Mam dosyć niszczenia polskich kobiet. Dość! 

Dość tworzenia sztucznych podziałów, dość stwarzanie problemów tam gdzie ich nie ma. Dość bzdur o nietolerowaniu homoseksualistów, dość bzdur o nierównym traktowaniu kobiet (przy okazji pytanie do moich czytelniczek: ile razy w życiu doświadczyłyście gorszego traktowania ze względu na płeć? - napiszcie w komentarzach) Dość kłócenia społeczeństwa, dość sztucznych podziałów na homoseksualistów i homofobów, dość podziałów na feministki i męskie szowinistyczne świnie, dość podziałów na ciemnogród i „postęp”. Polacy tego nie chcą i mówią „już dość!” (dla porównania podaję niezależne dane statystyczne: CBOS z 2008 roku oraz najnowsze badania GfK Polonia z 2010 roku).

Dość ataków i poniewierania mojego Kościoła Katolickiego przez wszystkie te grupy i powiązane z nimi ugrupowania polityczne. Dość poniżania jedynej organizacji, której mogę zaufać i która nigdy mnie nie zawiodła. Cóż, feministki nigdy nie będą w stanie zrozumieć, dlaczego więcej kobiet spotkamy w Kościele na niedzielnej Eucharystii niż na feministycznej manifestacjiMam także dość krytykowania Radia Maryja, dość poniżania naszych babć i dziadków, dość sztucznie wywoływanych konfliktów międzypokoleniowych, które są najprostszą drogą do wyniszczenia społeczeństwa. Dość wykańczania finansowego poprzez niekończące się procesy sądowe Polaków, którzy nie wstydzą się publicznie bronić tradycji i wartości chrześcijańskich jak np. Tomasza Terlikowskiego, Joanny Najfeld, dziennikarzy "Rzeczpospolitej" czy "Gościa Niedzielnego".

Mam dość pokazywania Polakom  za wzór rozwiązań innych krajów Unii Europejskiej, jak np. Czechów legalizujących narkotyki, Szwajcarów akceptujących kazirodztwo, Szwedów gdzie większość dzieci ma kilkoro mam i tatusiów, Hiszpanii gdzie od najmłodszych lat rozbudza się popęd seksualny u najmłodszych, w wieku gdy one jeszcze nie są w stanie go kontrolować, Niemczech gdzie łatwiej jest zbudować meczet niż kościół, Wielkiej Brytanii, gdzie wyższa kara grozi nazwanie homoseksualizmu czymś obrzydliwym niż za obrazę uczuć religijnych człowieka wierzącego. Wolę jeździć po dziurawych drogach niż żyć w takim burdelu, w świecie odwróconych wartości!

Jednak  feministki, homogeje i wszystkie inne lobby finansowane przez zagraniczne koncerny i organizacje jak widać nie rozumieją, że w Polsce nie ma dla nich miejsca. Dlatego wszyscy razem musimy wciąż powtarzać wyraźne, głośne i konsekwentne: „dość!” oraz przede wszystkim modlić się za naszą Ojczyznę.Tu czuwa  Pani Jasnogórska. To jest omodlona ziemia przez tysiące pokoleń. To ogromna spuścizna i jeszcze większe wyzwanie. Mam nadzieję, że nasze pokolenie nie zawiedzie przyszłych i że na mecie będziemy mogli z dumą powiedzieć: 
„W dobrych zawodach wystartowaliśmy, bieg ukończyliśmy, a wiary ustrzegliśmy” (2 Tm 4,7).

5 lutego 2011

Racjonalnie o Bogu i religii czyli „naukowe dowody” na istnienie Boga

Ateiści, podważając istnienie Boga i sens religii, często powołują się na tzw. racjonalizm – bezwzględne zawierzenie sile rozumu i nauki, czasem nawet posuwając się do stwierdzeń, że czego nie da się udowodnić naukowo, to nie istnieje. Tym samym traktują wiarę, religię i wartości z nimi związane w sposób lekceważący - jako ich zdaniem, niegodne zainteresowania prawdziwego naukowca, racjonalisty. Tymczasem, na przestrzeni dziejów, wielu ludzi związanych ze światem nauki zajmowało się tą problematyką dochodząc często do interesujących wniosków. Spraw stricte-religijnych dotyczyło także wiele problemów, sytuacji, jakie napotyka współczesna i dawna nauka. W tym wpisie chciałbym ukazać świat religii z trochę innej strony - przede wszystkim wytrącić z rąk ateistów argument, że wiara i nauka nie mają nic wspólnego (czym nawiązuję do poniższego wpisu szymongo ), tym samym „pokonać ich własną bronią” ukazując, że rozum także stoi po stronie wiary.

Filozofia
Filozofia ściśle związana jest z zagadnieniami odwołującymi się do etyki. Interesującym pytaniem, jakie stawiali sobie filozofowie różnych epok, było: Czy da się przedstawić rozumowe dowody na istnienie Boga? I było kilku filozofów, którzy spróbowali przedstawić takie dowody, spotykając się z mniejszą lub większą krytyką w środowisku. Ja chciałbym przybliżyć rozumowanie jednego z filozofów epoki oświecenia - Immanuela Kanta. Myślę, że ten przykład będzie szczególnie cenny, jako że sam Kant nie był zaangażowany emocjonalnie w teorię, którą tworzył. Nie był on osobą duchowną, czy człowiekiem głęboko wierzącym. Zachowana więc została, tak ulubiona przez racjo-ateistów bezstronność :)
Kant w toku swoich rozważań nt. etyki, doszedł m.in. do wniosku, że człowiek ma wewnętrzne przeczucie istnienia czegoś poza życiem ziemskim, doczesnym. Nie jest w stanie udowodnić tego, ani drogą empiryczną, ani rozumową-tej wiedzy może natomiast jedynie uznać, że istnieje (Kant nazywa ten rodzaj sądów o rzeczywistości sądami syntetycznymi a priori). Człowiek odczuwa więc na podstawie jakieś "wrodzonej", pozarozumowej wiedzy konieczności istnienia życia pozagrobowego. Egzemplifikacją tego odczucia wg Kanta jest postawa osoby, która poświęca swoje życie ratując drugą. Bo czy człowiek, który nie wierzy, że zostanie mu w jakiś sposób wynagrodzone poświęcenie swojego życia, odważyłby się na taki czyn? Przykład ten dowodzi także tego, że wartości takie jak: dobro, miłość stoją ponad czysto zwierzęcą chęcią życia.

Moralność
I tu nasuwa się kolejny wątek, jakim jest istnienie moralności. Ona także była i jest przedmiotem zainteresowania filozofii, a w szczególności etyki. Zasadnicze pytanie, które się z tym wiąże brzmi: Skąd się wzięła moralność? Towarzyszyła ona ludziom od początku- to pewne. Człowiek zawsze nosił w sobie poczucie słuszności, bądź niesłuszności, sprawiedliwości i niesprawiedliwości. Wiadomo też, że im dalej sięgniemy w przeszłość, tym zachowania ludzkie w zakresie etyki bardziej różnią się od współczesnych- tzn. czyn, który dziś uznajemy za niezgodny z prawami moralnymi (np. zabicie człowieka w ramach zemsty) kiedyś był społecznie akceptowany. I tu należy sobie zadać kolejne pytanie- Czy w takim razie moralność ewoluowała? Czy to ludzie „dojrzeli” do moralności? Należy zauważyć, że praw moralnych nikt rozumowo nie opracował, nie ogłosił, jednak są one znane każdemu, bez względu na położenie geograficzne. Ateiści często używają argumentu, że prawa moralne powstały, ponieważ uznano, że ich używanie jest korzystne ze względów socjologicznych. Nie było jednak takiego momentu w historii żadnej cywilizacji, ani narodów, kiedy przyjęto prawo moralne jako obowiązujące, bo ułatwia życie społeczne- mimo to, wszędzie ono się wykształciło, a ewentualne rozdźwięki w jego stosowaniu wynikają z różnego stopnia świadomości tego prawa. Ład, jaki wprowadziła moralność w społeczeństwa to raczej skutek pośredni- wspierając się na prawach moralnych powstały prawa zwyczajowe. Traktowanie moralności, jako „społecznych zasad gry” jest tym bardziej bezsensowne, że nie wszystkie prawa moralne można odnieść do stosunków społecznych. Z tego jasno wynika, że to nie ludzie „wymyślili” moralność, ale że została ona nam ofiarowana z zewnątrz- przez Stwórcę.

Świat
Nauki przyrodnicze to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin naukowych. Wciąż powstają nowe teorie- czy to z zakresu biologii, czy chemii lub fizyki, dzięki którym wiemy o otaczającym nas świecie coraz więcej. Jednak wciąż odpowiadają one w znacznej mierze na pytania: „jak?” „ile?- unikają natomiast pytania- „dlaczego?”. Co jest przyczyną powstania wszystkiego, co widzimy wokół nas- całego świata? Wszechświata? Ateiści próbują udowadniać, że Bóg wcale nie był potrzebny, aby powstało wszystko, co znajduje się na świecie- argumentując to m.in. teorią ewolucji (notabene bardzo kontrowersyjną- ale to już osobny temat). Mówią także, że powstanie świata jest konsekwencją Wielkiego Wybuchu, a nie działania Boga. Czy jednak obie te kwestie odpowiadają na to jedno, nurtujące pytanie: „Dlaczego?” Dlaczego ewolucja potoczyła się akurat w tym kierunku? Dlaczego w ogóle powstało życie? Dlaczego ewolucja nie zatrzymała się w jakimś stadium, lecz podąża dalej? To samo tyczy się Wielkiego Wybuchu: Dlaczego nastąpił? Dlaczego w ten a nie inny sposób przebiegał? Wszystkie te pytania domagają się wskazania źródła. Ateiści wskazują na przypadek, „ślepy los” . Czy jednak naprawdę wierzą, że np. tak fizjologicznie i anatomicznie skomplikowana istota jak człowiek może być „dziełem” przypadku? Myślę, że każdy wewnętrznie czuje, że to niemożliwe - dlatego także w tej kwestii ja stawiam na Boga.

Cuda
Kolejny aspekt, wobec którego nauka bezradnie rozkłada ręce. Naukowcy są w stanie opisywać cuda, ale nie wyjaśnić. Rozum staje przed nieprzekraczalną barierą. Jak dużo jest cudownych uzdrowień, kiedy lekarze mogli tylko stwierdzić: „Jest to niewytłumaczalne z punktu widzenia medycyny”, jak wiele cudownych wydarzeń dotyczących różnych okresów historycznych- od starożytności po współczesność; różnych osób- od „możnych tego świata” po zwykłych ludzi? Jeśli ktoś chce poszerzyć wiedzę na ten temat, polecam- http://adonai.pl/cuda/

A na koniec prawdziwa racjonalistyczna bomba, czyli rozumem i logiką w ateistów! A mianowicie coś o ograniczonych możliwościach rozumu. Przesłanki: Człowiek jest świadomy, że jego umysł nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego, co istnieje, mimo to, wie, że jednak to, co niepoznane istnieje. Co więcej zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie wykorzystać w pełni swojego rozumu. Wniosek:
a) człowiek został w pewny sensie "wyodrębniony" ze świata, nie jest jego integralną częścią
b) rozum został nam w jakiś sposób dany – od Boga (w oparciu o „Wyznania” św. Augustyna).

Pozdrowionka dla Bojowników Drogi, Prawdy i Życia, a także dla kolegów po przeciwnej stronie barykady!

16 stycznia 2011

Wyjątkowe zaproszenie

Ateiści swoją postawę wobec Boga, wiary i świata często określają jako "racjonalizm". Zastanówmy się przez chwilę - która z postaw jest bardziej racjonalna:

Postawa typowego ateisty, który przygląda się Kościołowi "stojąc z boku",
a więc jest zmuszony tworzyć setki naiwnych historii i hipotez, którymi tłumaczy sobie fenomen wiary oraz potrzebuje nieustannie utwierdzać się w niewierze w Boga...


C Z Y   M O Ż E . . .


kogoś, kto zamiast domyślać się i żyć w niepewności

 po prostu ZAUFAŁ

ponieważ najzwyczajniej w świecie

postanowił  p r z e k o n a ć  się "na własnej skórze"

K i m   j e s t   B ó g

i jak można odczuć Jego obecność - Jego Miłość w życiu każdego z nas

tak  k o n k r e t n i e . nie w teorii.

 ?


To drugie podejście jest chyba bardziej racjonalne, nie? To oczywiste, że zamiast się domyślać, lepiej spróbować.

[... spróbować, ale tak  N A   S E R I O , bez oszukiwania, np. podczas Spowiedzi Św.,  
bez traktowania Go tak, jakby istniał tylko raz w tygodniu, przez 2 godziny na Mszy Św. ...] 

A więc - zapraszamy:
 

PS Od siebie dodam tylko tyle: warto spróbować ;)

29 grudnia 2010

Diss historyczny cz. I: Krwawa przeszłość Kościoła Katolickiego?

Jak śmiesz się wypowiadać ty, który jesteś spadkobiercą fanatycznych morderców? 
– zapytał mnie pewnego razu jeden ateista, czyniąc wyraźną aluzję do przeszłości Kościoła Katolickiego.
Nasunęło mi się wtedy jedno pytanie. Czy współczesny naród niemiecki wciąż oskarżamy o konsekwencje I i II wojny światowej? Nie, ponieważ nie istnieje odpowiedzialność zbiorowa. A czy współczesny Kościół wciąż oskarżamy o ofiary krucjat czy inkwizycji? Tak. Nie robią tego wierni, nie robią tego spadkobiercy rzekomych ofiar, nie robią tego historycy czy inni przedstawiciele nauki. Więc kto? Ateiści.  Rzekome okrucieństwo Kościoła w przeszłości wydaje się idealnym argumentem, żeby uzasadnić rezygnację z wiary, usprawiedliwić się przed samym sobą, prezentując przy tym postawę człowieka oświeconego, który nagle przejrzał na własne oczy. A gdzie w tym wszystkim Pan Bóg?

No Pan Bóg obiecał. Że Kościół przez Niego ustanowiony nigdy nie będzie unicestwiony: 
„Ty jesteś Piotr, czyli Skała i na tej Skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą!” (Mt 18-20).
Ponad dwa tysiące lat historycznej zawieruchy, prześladowań, schizm, reformacji, usilnych prób innych mocarstw do mieszania się w sprawy Kościoła czy przejęcia nad nim kontroli - a Kościół jak istniał, tak i dziś istnieje. Ponad dwa tysiące lat rozwoju i upadków cywilizacji, postępu nauki, politycznych wojen, rewolucji i ewolucji - a Kościół wciąż, tak jak kiedyś, głosi Chrystusa całemu światu. Ciągle z papieżem na czele, tak jak to było obiecane.
 
A więc kolejne wątpliwości ateistów świadczą jednak, że Pan Bóg słowa dotrzymał! Pan Bóg jest godzien zaufania. Jak widać poradził sobie z problemami, którym ludzie sprostać nie umieli. Stalin, przywódca ZSRR, kiedyś śmiał się szyderczo: „ile dywizji ma Watykan, a ile ja mam!”. Dziś już nie ma Stalina i nie ma ZSRR, a Watykan, ochraniany przez szwajcarskich halabardników rodem ze średniowiecza, jak stał, tak stoi. 

Jednak krytycy Kościoła niech chcą tego zauważyć. Nie chcą też skonfrontować swoich oskarżeń o miliony ofiar inkwizycji czy wypraw krzyżowych z dziełami historyków – nawet tych niekryjących swej niechęci do Kościoła i religii. A szkoda, bo przeżyliby rozczarowanie. Okazałoby się, że było zupełnie inaczej.
Krucjaty – krwawa machina Kościoła Katolickiego przeciwko niewiernym. W takim razie jak wytłumaczymy, że IV wyprawa krzyżowa (1202-1204) zajęła Bizancjum, centrum wschodniego chrześcijaństwa, na którego prośbę organizowano same krucjaty? I za to jej uczestnicy zostali ekskomunikowani przez samego papieża.
Inkwizycja – krwawa machina Kościoła Katolickiego przeciwko heretykom. W takim razie jak wytłumaczymy palenie na stosie członków zakonu templariuszy, na wniosek króla Francji Filipa IV Pięknego (który było poważnie zadłużony wobec tego zakonu)?
Głodnych konkretnych argumentów odsyłam do kolejnego posta pt. „Diss historyczny cz. II: Inkwizycja i wyprawy krzyżowe – anatomia manipulacji.”

Skoro ateiści tak chętnie rozliczają Kościół Katolicki z jego przeszłości stosując odpowiedzialność zbiorową to uzasadnione wydaje się zwrócić uwagę także na systemy ateistyczne i konsekwencje ich działania. Budowa laickiej Francji rozpoczęta Rewolucją francuska – 36 000 ofiar w ciągu zaledwie 2 lat działalności (1792-94). Komunizm jawnie odwołujący się do ateizmu (ZSRR miało ateizm wpisany w konstytucji) – sto kilkadziesiąt milionów ofiar. A dzisiaj wcale nie jest lepiej. W 2003 na świecie dokonano prawie 42 mln zabiegów aborcji. W UE rocznie przeprowadza się około 1,2 mln zabiegów usunięcia ciąży. Na podanych przykładach widać wyraźną i zastraszającą tendencję wzrostową w ilości ofiar. Ale niewiele się o tym mówi, a kampanie medialne (np. propagowanie aborcji) dają niesamowite efekty: dziś już niewielu potrafi odróżnić białe od czarnego.

Nikt też nie zwraca uwagi na ogromny kontrast między tym co o historii Kościoła mówią ateiści, a współczesnością. Jak rzekome mordy pałających żądzą krwi członków Kościoła w przeszłości mają się do postawy współczesnych: Jana Pawła II, Matki Teresy z Kalkuty, księdza Jerzego Popiełuszki, czy zwykłych wiernych? To nie ta religia organizuje specjalne obozy wojskowe dla swoich „męczenników” za wiarę, obiecując im raj za zabicie z nienawiści jak najwięcej ludzi. Wręcz przeciwnie: dziś tylko Kościół Katolicki walczy o prawo do życia nienarodzonych dzieci, walczy o życie cierpiących, jest przeciwny stosowaniu kary śmierci. Nikt nie zauważa na przykład ogromnej liczby hospicjów prowadzonych przez siostry zakonne. Nikt też nie chce słuchać nawoływań papieża o pokój na świecie, o zaprzestanie wszelkich wojen.  A szkoda. 

Oczywistym jest, że Kościół tworzą ludzie, jak wszyscy słabi i grzeszni. Czy moja postawa w życiu jest w 100% taka jaką życzyłbym sobie Chrystus? Niestety nie. Czy grzeszę? Niestety tak. Czy popełniam błędy? Niestety tak. Czy Tworzę Kościół? Tak! A więc jeżeli ja tworzę Kościół, to wprowadzam do niego zarówno moje zalety jak i słabości. Ale to nikogo nie uprawnia do naciągania faktów i oczerniania Kościoła. Życzę sobie i wszystkim Czytelnikom takiej postawy w życiu :) 

Diss historyczny cz. II: Inkwizycja i wyprawy krzyżowe – anatomia manipulacji.

Konkretny przykład z historii: Wyprawy krzyżowe. Średniowiecze w pełni. Najbardziej intratnym zajęciem jest wtedy handel towarami luksusowymi, czyli trudnodostępnymi. To samo będzie motywem odkryć geograficznych, na razie jednak te rejony są nie znane. Stosunki handlowe utrzymywane są więc wyłącznie z Arabami, którzy dalej handlują z Indiami. Chodzi głównie o przyprawy, które mają kolosalne znaczenie dla Europejczyków: konserwują żywność (jest to szczególnie ważne wobec częstych klęsk głodu i nieurodzaju). Handel z Arabami odbywa się przez Morze Śródziemne, bo to najkrótsza i najszybsza droga. Więc kraje położone nad tym morzem najszybciej się bogacą. Należy tu wymienić przede wszystkim Wenecję i inne kraje półwyspu Apenińskiego, które monopolizują te drogi handlowe. Rozpoczyna się ostra rywalizacja. Problem jest z Arabami, gdyż to oni są pośrednikami w handlu z Indiami i Arabią. To oni dyktują ceny, oni decydują czy handel będzie możliwy czy nie. Nie trzeba długo się zastanawiać nad rozwiązaniem: zajęcie ziem Arabów i przejęcie kontroli nad handlem. Tylko jak takie małe państwo jak Wenecja mogło pokonać Arabów, świetnych w tym czasie pod względem wojskowym...? (To jak z wojną w Iraku: tak naprawdę chodziło o broń atomową, czy o ropę...?) Zaczęto się zastanawiać, jak przekonać Europę, jak znaleźć sojuszników. Uniwersalizm średniowieczny był odpowiedzią. Manipulując ludźmi i ich wartościami można było osiągnąć wszystko. A dowodem na poparcie tej tezy jest np. zajęcie przez jedną z wyprawa krzyżowych Bizancjum, które było centrum chrześcijaństwa w tamtym regionie. I likwidacja tego państwa na jakiś czas, utworzenie Cesarstwa Łacińskiego pod rządami… Wenecjan. Im to było na rękę, widzieli tam zyski, więc rzucając hasła walki z niewiernymi zaprowadzili tłum (wojska) do państwa chrześcijańskiego i je zdobyli. Trafnie podsumował wyprawę krzyżową Norman Davies w swojej książce pt. „Europa”: „Na dłuższą metę korzyści odniosła tylko Wenecja”. Natomiast papież „nagrodził” ich ekskomuniką.

Wydarzeń historycznych nie wolno wyrywać z kontekstu. Dlatego wyprawy krzyżowe trzeba też ująć jako jeden z rozdziałów w wojnie Arabów z Europejczykami. Od momentu powstania religii islamskiej w VII wieku po Chrystusie rozpoczyna się budowa imperium arabskiego i jego ekspansja terytorialna na ziemie Europy. Prowadzone walki w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Różnice i wartości religijne stały się jedynie motywacją do walki po obu stronach. Stały się usprawiedliwieniem morderstw i okrucieństw, podwyższały morale wojsk, pozwalały utrzymać dyscyplinę itp. W Europie spiralę nienawiści podgrzewały powszechne ubóstwo, głód i przeludnienie Kontynentu. Dla Arabów taką motywacją był Koran aż kipiący od wezwań do walki z niewiernymi, czyli dobrze nam dziś znanego dżihadu (wbrew temu, co dziś próbuje się wmówić Europejczykom. Ta wojna nigdy się nie skończyła). Dlatego początki i rozwój religii islamu są nierozerwalnie połączone z budową imperium arabskiego i jego agresywną ekspansją terytorialną. Arabowie bardzo szybko dotarli aż w okolice współczesnej Francji. Kiedy w 732 roku ponieśli klęskę pod Poitiers zadaną im przez Karola Młota, władcę frankońskiego, to właśnie Europejczycy przeszli do kontrofensywy. Rozpoczęła się rekonkwista, której za kontynuację można  uznać właśnie wyprawy krzyżowe. Klęski Krzyżowców poza Kontynentem znów odwróciły role: stopniowo przewagę zaczęli zyskiwać Islamiści, by 1453 roku zdobyć Konstantynopol i zakończyć istnienie ostatniej z części Imperium Rzymskiego, jednocześnie największego ośrodka wschodniego chrześcijaństwa. Przez ten czas wewnętrznie skłócone imperium arabskie wciąż dzieli się i słabnie. W 1492 roku upada Grenada – ostatni przyczółek arabski w Hiszpanii. Jednak nawet to nie zatrzymuje ogólnego impetu Islamistów. W 1683 roku pojawiają się oni aż pod Wiedniem. Ich wyprawa kończy się jednak klęską zadaną przez wojska Europejczyków pod dowództwem króla polskiego Jana III Sobieskiego.
Chrystus powiedział: "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie! wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie!” Mt 7, 21 „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. Ja zaś wam mówię, że każdy, kto gniewa się na swego brata, pójdzie pod sąd.” Mt 5-7. 
Chyba nie trudno zrozumieć dlaczego hasła: „zabijajcie w imię Boga!” najgłośniej krzyczeli ludzie tak naprawdę niewierzący.  Robili to np. władcy manipulujący ideałami religijnymi dla osiągnięcia własnych celów. „Sprzedałbym Londyn, gdybym tylko znalazł kupca” – mawiał Ryszard Lwie Serce, król Anglii i jednocześnie przywódca jednej z wypraw krzyżowych. Zapał religijny połączony z ubóstwem i przeludnieniem Europy łatwo było wykorzystać, a pokazuje to choćby przykład wyżej wymienionej Wenecji. Podobnie inkwizycja bardzo szybko została opanowana przez władze świeckie, ponieważ okazała się idealnym narzędziem do utrzymywania porządku społecznego poprzez zastraszanie ludu oraz w walce z przeciwnikami politycznymi.

A teraz kilka konkretów dotyczących inkwizycji, żeby skonfrontować fakty z tym co mówią ateiści: Zacznijmy od tego że inkwizycja jako trybunał kościelny była powołana w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, a nie paleniu czarownic itd. Skazywano ludzi za kradzieże i inne plagi społeczne. Większość wyroków jakie zapadały to były np.: nakaz odmowy różańca, zakaz gry w kości, przymusowa obecność na Mszy św., nakaz pielgrzymki, chłosty, nakaz przebywania w jakimś miejscu czy noszenia znaku krzyża na odzieniu.

Jednak bardzo szybko Inkwizycja kościelna została przejęta i zdominowana przez władzę świecką. Władcy widzieli w heretykach zagrożenie dla stabilności i jedności państwa (np. Albigensi uważali seks i prokreację za zło szatana, co musiało się odbić na liczbie tak bardzo potrzebnych wtedy rąk do pracy). Dalej: kary za uprawianie czarów zwarte były w świeckich kodeksach karnych tworzonych przez władców. Takie zapisy zastraszały społeczeństwo, umacniały rolę władcy i dawały mu dogodny sposób do rozprawy z przeciwnikami – o czary można było oskarżyć każdego. Poza tym surowy wymiar kary nie był w średniowieczu niczym wyjątkowym. Śmiercią karano nawet zwykłą kradzież.

Kościół od początku protestował: papież Klemens V już w 1312 roku nakazał ograniczyć tortury, papież Mikołaj I potępił je jako sprzeciwiające się prawom boskim i ludzkim, a Sykstus IV potępił nadużycia inkwizycji hiszpańskiej. Kościół w „Decretum Gratiani” ostatecznie zabronił wydobywać zeznania drogą tortur. Książka "Młot na czarownice" zaraz po wydaniu została potępiona przez papieża Aleksandra VI i wpisany na listę ksiąg zakazanych (źródło: "Występni papieże renesansu. Prawda czy czarna legenda?" Gerard Noedl)

Jednak te i inne działania Kościoła były tak samo traktowane jak obecne apele papieża o pokój na świecie: nie robiły na władzach świeckich większego wrażenia.  Np. Cesarz niemiecki Fryderyk II gorliwie wspierał rozwój inkwizycji, choć sam był heretykiem w myśl nauki Kościoła. Jak podają źródła wątpił on w nieśmiertelność duszy ludzkiej publicznie i w wiele innych dogmatów wiary. Nic złego go za to nie spotkało oprócz ekskomuniki, za to on sam wydał konstytucję, w której napisał: „Postanawiamy, aby heretycy byli karani śmiercią, aby żywcem na widoku publicznym byli w płomieniach.”. Trzeba też dodać, że Fryderyk II walczył z papiestwem także za pomocą wojsk. To tylko jeden z wielu przykładów na to, że to właśnie wolnomyśliciele i antyklerykałowie byli odpowiedzialni za okrucieństwa inkwizycji.

We Francji Filip IV Piękny będąc w konflikcie z papieżem Bonifacym VIII wykorzystał niechęć ludu do inkwizycji, podburzył nastroje i deklarując obronę niewinnych przejął kontrolę nad działalnością inkwizycji w swoim kraju. jednak nie o obronę kogokolwiek chodziło, a o realizację politycznych celów. Przykładem jest w tym względzie proces członków zakonu Templariuszy (1307 r.), gdzie pod pretekstem herezji Filip IV przejął cały majtek zakonu, zabijając jego członków.

Liczby ofiar inkwizycji? Wg szacunków  Briana B. Levacka (historyk o poglądach antykościelnych) zawartych w książce „Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary ok. 300 000 osób. Dwie trzecie (ok. 200 000 osób) spalono w protestanckich Niemczech, ok. 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Katolickiego Anglii! Zaznaczę tylko, że w obu państwach religia była podporządkowana władzy świeckiej, co jest cechą charakterystyczną religii powstałych w okresie reformacji. Tak przy okazji, szkoda, że nikt nie wspomina o charakterystycznej dla Lutra i Kalwina obsesji ścigania czarownic. Np. w księgach miejskich Genewy znajdziemy zapis, że w 1545 roku Kalwin kazał tam spalić za czary – bez sądu – 31 osób.

Przytaczając pokrótce powyższe przykłady nie chcę dokonywać jednoznacznej oceny tych wydarzeń, bo uważam, że jest to niemożliwe. Chcę jedynie uzmysłowić czytelnikom, jak naiwne i po prostu głupie jest wyrywanie z kontekstu wydarzeń historycznych i interpretowanie ich w taki sposób, aby uzasadniały poglądy ateistów. To po prostu manipulacja faktami historycznymi. Żałosne do jakich kłamstw muszą się uciekać ludzie, którzy uciekają od Boga. Nie bez powodu Chrystus nazwał Szatana „Ojcem kłamstwa”.