Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty
7 sierpnia 2022
Antynaukowe brednie Rafała Betlejewskiego
19 marca 2018
Człowiek jest człowiekiem od poczęcia do momentu zostania feministką, a ateiści mają na bakier z nauką
Jeśli płód nie jest człowiekiem, to czym jest? Może konikiem albo kaczuszką? Czas na powtórkę z lekcji biologii: kobieta może począć tylko człowieka. Serio.
Zresztą gdyby płód w ciele kobiety miał okazać się zwierzątkiem, to mielibyśmy nie lada problem. Niektóre zwierzęta są pod ochroną, także lęgową. Jaki dylemat mieliby wtedy zieloni: pozwolić zabić płód, bo to prawo kobiet, czy ochronić płód, bo to zwierzątko? Na szczęście statystyka potwierdza, że 100% urodzonych płodów rozwijających się w organizmie kobiety okazuje się być człowiekiem, więc niektórzy ludzie nalegają, żeby wg uznania rozrywać je przyrządami chirurgicznymi czy traktować solanką, jak to drzewiej w szpitalach bywało. Ufff!
Gdyby płód nie był człowiekiem - jak twierdzą zwolennicy prawa do aborcji - to czy potrzebna byłaby im aborcja?
Wbrew temu co deklarują wojujący ateiści, okazuje się, że mają oni jednak na bakier z nauką. Wielu z nich nie może zrozumieć, dlaczego człowiek rozwijający się w brzuchu matki nie ma od razu półtora metra wzrostu i mózgu wykształconego tak jak u 30-latka. Otóż nauka odpowiada: płód jest integralną fazą rozwoju człowieka. Co prawda integralność to trudne słowo, ale nie wiem czy wiedzieliście, że bez etapu w łonie matki nie byłoby kolejnych, np. dorosłości.
Przeciwnicy aborcji stosują kryteria naukowe (w ogóle: PRZECIWNICY, czyli że się czepiają i są smutni, a takich nikt nie lubi). Człowiekiem jest się od momentu poczęcia. „Tak, pewnie, to jeszcze uznajmy, że plemnik jest człowiekiem!” – grzmią zastępy prochoice. Otóż kryterium naukowe to także kryterium genetyczne. Genetyka to kolejne trudne słowo, więc uprośćmy eksperymentem:
Zwolennicy zabijania nienarodzonych dzieci przyznają natomiast (świadomie lub nie), że ustalenie początku życia człowieka to kwestia gustu. A jak wiadomo gusta mamy różne. Na przykład w Belgii gusta są takie, że aborcja jest dozwolona do 12 tygodnia ciąży, a w Holandii do 24 tygodnia. Wyobraźmy sobie teraz kobietę w 18 tygodniu ciąży na granicy belgijsku-holenderskiej. Krok w jedną stronę i jej dziecko jest człowiekiem. Krok w drugą stronę - i to samo dziecko nie jest człowiekiem i można je zabić. Ot, tak.
Jeszcze nie tak dawno wg gustu naszych zachodnich Sąsiadów, życie ludzkie nie zaczynało się w ogóle gdy ktoś urodził się Żydem i nie tylko. I zwróćmy uwagę – miało to swoje konkretne konsekwencje. Wcześniej uznano, że gdy ktoś ma czarny lub czerwony kolor skóry to nie jest człowiekiem. I również miało to swoje konkretne zastosowania.
Ale prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, gdy przyjmiemy, że początek ludzkiego życia to kwestia uznania oraz gdy mamy ustrój demokratyczny. Wtedy możemy sobie przegłosować kiedy zaczyna się życie ludzkie, przyjmując ustawy zezwalające na aborcje do pewnego momentu. Albo do jakiegoś innego momentu. Możemy również przegłosować, że 2+2 to 1 i wiele innych kwestii, które dotąd wskazywała nauka. Tak postępowy feminizm oswobadza lud nie tylko spod dyktatury mężczyzn i Watykanu, ale również spod dyktatury nauki.
No więc skoro przyjmujemy, że początek i koniec życia człowieka to kwestia uznaniowa a nie naukowa, to na mój gust życie człowieka zaczyna się od poczęcia i trwa aż do momentu kiedy zostanie feministką lub feministą. I basta.
Zresztą gdyby płód w ciele kobiety miał okazać się zwierzątkiem, to mielibyśmy nie lada problem. Niektóre zwierzęta są pod ochroną, także lęgową. Jaki dylemat mieliby wtedy zieloni: pozwolić zabić płód, bo to prawo kobiet, czy ochronić płód, bo to zwierzątko? Na szczęście statystyka potwierdza, że 100% urodzonych płodów rozwijających się w organizmie kobiety okazuje się być człowiekiem, więc niektórzy ludzie nalegają, żeby wg uznania rozrywać je przyrządami chirurgicznymi czy traktować solanką, jak to drzewiej w szpitalach bywało. Ufff!
Gdyby płód nie był człowiekiem - jak twierdzą zwolennicy prawa do aborcji - to czy potrzebna byłaby im aborcja?
Wbrew temu co deklarują wojujący ateiści, okazuje się, że mają oni jednak na bakier z nauką. Wielu z nich nie może zrozumieć, dlaczego człowiek rozwijający się w brzuchu matki nie ma od razu półtora metra wzrostu i mózgu wykształconego tak jak u 30-latka. Otóż nauka odpowiada: płód jest integralną fazą rozwoju człowieka. Co prawda integralność to trudne słowo, ale nie wiem czy wiedzieliście, że bez etapu w łonie matki nie byłoby kolejnych, np. dorosłości.
Przeciwnicy aborcji stosują kryteria naukowe (w ogóle: PRZECIWNICY, czyli że się czepiają i są smutni, a takich nikt nie lubi). Człowiekiem jest się od momentu poczęcia. „Tak, pewnie, to jeszcze uznajmy, że plemnik jest człowiekiem!” – grzmią zastępy prochoice. Otóż kryterium naukowe to także kryterium genetyczne. Genetyka to kolejne trudne słowo, więc uprośćmy eksperymentem:
1. Pozostaw plemnika (czyli obiekt badawczy numer jeden) w jego naturalnym środowisku.
2. Pozostaw płód ludzki (czyli obiekt badawczy numer dwa) chwilę po zapłodnieniu w jego naturalnym środowisku na dziewięć miesięcy.
3. Porównaj rezultaty i krzyknij „wow!”.
Zwolennicy zabijania nienarodzonych dzieci przyznają natomiast (świadomie lub nie), że ustalenie początku życia człowieka to kwestia gustu. A jak wiadomo gusta mamy różne. Na przykład w Belgii gusta są takie, że aborcja jest dozwolona do 12 tygodnia ciąży, a w Holandii do 24 tygodnia. Wyobraźmy sobie teraz kobietę w 18 tygodniu ciąży na granicy belgijsku-holenderskiej. Krok w jedną stronę i jej dziecko jest człowiekiem. Krok w drugą stronę - i to samo dziecko nie jest człowiekiem i można je zabić. Ot, tak.
Jeszcze nie tak dawno wg gustu naszych zachodnich Sąsiadów, życie ludzkie nie zaczynało się w ogóle gdy ktoś urodził się Żydem i nie tylko. I zwróćmy uwagę – miało to swoje konkretne konsekwencje. Wcześniej uznano, że gdy ktoś ma czarny lub czerwony kolor skóry to nie jest człowiekiem. I również miało to swoje konkretne zastosowania.
Ale prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, gdy przyjmiemy, że początek ludzkiego życia to kwestia uznania oraz gdy mamy ustrój demokratyczny. Wtedy możemy sobie przegłosować kiedy zaczyna się życie ludzkie, przyjmując ustawy zezwalające na aborcje do pewnego momentu. Albo do jakiegoś innego momentu. Możemy również przegłosować, że 2+2 to 1 i wiele innych kwestii, które dotąd wskazywała nauka. Tak postępowy feminizm oswobadza lud nie tylko spod dyktatury mężczyzn i Watykanu, ale również spod dyktatury nauki.
No więc skoro przyjmujemy, że początek i koniec życia człowieka to kwestia uznaniowa a nie naukowa, to na mój gust życie człowieka zaczyna się od poczęcia i trwa aż do momentu kiedy zostanie feministką lub feministą. I basta.
7 lipca 2014
In vitro - koszty i skuteczność
Z początkiem lipca minął pierwszy rok finansowania „Rządowego Programu Leczenia Niepłodności". Z tej okazji opublikowano raport opisujący skuteczność tego programu a tym samym metody pozyskiwania dzieci zwaną in vitro.
I to nie są pieniądze wydane na leczenie, bo in vitro niczego nie leczy. Wbrew medialnej tępocie nie jest metodą leczenia. Para, która z niej skorzysta jest nadal bezpłodna. Jest to metoda pozyskiwania ludzi. Nie tylko wysoce nieetyczna, będąca współczesną wersją hitlerowskiej eugeniki, ale też powodująca ogromne cierpienia:
Ja mam czasem wrażenie, że cała ta antyludzka i antychrześcijańska ideologia rządząca tym państwem i głowami wielu ateistów (i nie tylko) jest całkowicie pozbawiona logicznego myślenia i zdrowego rozsądku. Wydaje się, że chodzi tylko o jedno - zrobić na przekór Kościołowi. Jak dzieci - tylko że w tym wypadku stawka jest zdecydowanie większa niż życie, przynajmniej to ziemskie. Albo jak szatan.
Źródła:
http://www.invitro.gov.pl/news/19
http://gosc.pl/doc/2077398.In-vitro-kosztuje-nie-leczy-zabija
Do sfinansowania zabiegu in vitro zarejestrowano 8685 par.Pieniądze te zasiliły prywatne kliniki in vitro, rekordzistka zgarnęła ponad 17 000 000 złotych. 8 685 zakwalifikowanych par i 72.4 mln zł daje 8336 zł dofinansowania na jedną parę. Skoro badania wskazują, że skuteczność in vitro waha się w granicach 20-30%, to powinno uzyskać się od 1737 do 2605 ciąż. Faktycznie, zarejestrowano 2559 ciąż, więc skuteczność na poziomie 20-30% została potwierdzona. Wynika z tego także, że uzyskanie jednej ciąży kosztowało 28 292 zł.
Urodziło się 214 dzieci.
Polscy podatnicy zapłacili za to 72 400 000 złotych.
I to nie są pieniądze wydane na leczenie, bo in vitro niczego nie leczy. Wbrew medialnej tępocie nie jest metodą leczenia. Para, która z niej skorzysta jest nadal bezpłodna. Jest to metoda pozyskiwania ludzi. Nie tylko wysoce nieetyczna, będąca współczesną wersją hitlerowskiej eugeniki, ale też powodująca ogromne cierpienia:
W założeniach „rządowego programu leczenia niepłodności" czytamy, że jego celem jest „osiągnięcie poprawy trendów demograficznych". To kpina. Są metody zdecydowanie tańsze i skuteczniejsze, jak choćby zaprzestanie dofinansowywania niszczącej płodność kobiet antykoncepcji - również dotowanej obecnie z publicznych pieniędzy albo naprotechnologia.Aktualna ciąża była piąta z kolei. Wszystkie poprzednie kończyły się poronieniami w okresie między 4 a 20 tygodniem ciąży. Pacjentka miała zabieg in vitro prawdopodobnie w klinice Novum. Do 9 tygodnia ciąży była pod opieką w/w poradni. Te kliniki rzadko opiekują się pacjentkami po wykonaniu procedury.(fragment raportu z kontroli zleconej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz w wyniku odmowy dokonania aborcji przez Prof. Bogdana Chazana)
Ja mam czasem wrażenie, że cała ta antyludzka i antychrześcijańska ideologia rządząca tym państwem i głowami wielu ateistów (i nie tylko) jest całkowicie pozbawiona logicznego myślenia i zdrowego rozsądku. Wydaje się, że chodzi tylko o jedno - zrobić na przekór Kościołowi. Jak dzieci - tylko że w tym wypadku stawka jest zdecydowanie większa niż życie, przynajmniej to ziemskie. Albo jak szatan.
Źródła:
http://www.invitro.gov.pl/news/19
http://gosc.pl/doc/2077398.In-vitro-kosztuje-nie-leczy-zabija
27 grudnia 2012
Przypadek? Pytanie o powstanie świata
Ateiści odrzucając istnienie Boga muszą zmierzyć się z pytaniem o sens istnienia świata. I tutaj zaczynają się te wesołe próby zakamuflowania słowa "przypadek", np. przez potok naukowych terminów i zagmatwanych, pseudonaukowych koncepcji.
Wszystko musi mieć swój cel. I ze względu na ten cel trzeba wytłumaczyć procesy, które zachodzą na świecie oraz ludzkie zachowania. Idąc tokiem tych ateistycznych koncepcji wszystko, co człowiek robi, ma zapewnić nam przetrwanie tu na Ziemi i przedłużenie gatunku... no bo co innego…? Inne, zbędne zachowania to niepotrzebna strata energii. Tylko że tutaj pojawiają się pierwsze problemy, bo nie wiadomo co zrobić np. z wszelkimi przejawy wrażliwości, artyzmu, sztuki przez człowieka – mogą one przecież sugerować, że człowiek ma duszę.
Myślę, że zwłaszcza teraz, ciesząc się atmosferą świąt Bożego Narodzenia, odkrywamy, że nasze potrzeby i pragnienia nie sprowadzają się tylko do tego, by przedłużyć istnienie gatunku, przeżyć czy zachować energię. Że jest coś co różni człowieka od karpia czy małpy. Dlatego bardzo mocno trzymamy kciuki także za naszych braci ateistów, aby i oni okrywali w sobie ten nadprzyrodzony, boski pierwiastek.
Ale do sedna – czas na kolejną rozkminę.
Zastanówmy się jakie jest prawdopodobieństwo, że komputer powstanie przez przypadek. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wiele podzespołów mogło powstać przez przypadek, jednak nawet wtedy było to wynikiem "jakiegoś" dążenia człowieka jako rozumnej istoty do stworzenia „czegoś”. Zastanówmy się, na ile prawdopodobne jest, żeby np. po przejściu huraganu nad złomowiskiem powstał właśnie komputer…
A teraz porównajmy sobie o ile bardziej złożony, skomplikowany i wciąż niepoznany przez człowieka jest wszechświat...
Wobec tego czy ten o wiele bardziej skomplikowany i złożony niż komputer WSZECHŚWIAT mógł powstać przez przypadek? Czy ogrom wszystkich procesów fizycznych, chemicznych, biologicznych, wszystkich ludzkich zachowań, myśli, działań i uczuć sprowadza się tylko do tego jednego słowa – „przypadek”?
Dlatego wydaje mi się, że ateistyczna wizja postrzegania świata jest wizją bardzo smutną, która nie pozwala w pełni poznać sensu istnienia oraz sensu człowieczeństwa, a dla kogoś kto już wyszedł z gimnazjum jest absolutnie niewystarczająca.
Naukowcy co chwilę opracowują kolejne koncepcje powstania wszechświata – jedne wydają się bardziej prawdopodobne, drugie mniej. Ale takie jest zadanie nauki, zadanie wyjątkowo trudne, bo trudno je zweryfikować. I wbrew temu co twierdzą ateiści, każda taka koncepcja jest do zaakceptowania przez Kościół, o ile nie wychodzi ona poza sferę działania nauki, a więc nie dotyczy np. powstania duszy ludzkiej. Jednak żadna z naukowych koncepcji, nawet ta potwierdzona w 100% (jeżeli w ogóle to jest możliwe…) nie zaspokoi w pełni ludzkiego pytania o sens życia, także tego ziemskiego. I tutaj pojawia się teologia i powiązana z nią filozofia. Warto zwrócić uwagę na to rozgraniczenie, gdyż wielu ateistów w różnych debatach często błędnie miesza te dwa obszary i celowo manipulując pojęciami "wiary" i "nauki" próbują ośmieszyć ludzi wierzących. A przecież wiara i nauka potrafią naprawdę pięknie się harmonizować i uzupełniać.
Pokrewne tematy:
>> Teoria ewolucji a stanowisko Kościoła
>> "Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. I
>> "Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. II
Wszystko musi mieć swój cel. I ze względu na ten cel trzeba wytłumaczyć procesy, które zachodzą na świecie oraz ludzkie zachowania. Idąc tokiem tych ateistycznych koncepcji wszystko, co człowiek robi, ma zapewnić nam przetrwanie tu na Ziemi i przedłużenie gatunku... no bo co innego…? Inne, zbędne zachowania to niepotrzebna strata energii. Tylko że tutaj pojawiają się pierwsze problemy, bo nie wiadomo co zrobić np. z wszelkimi przejawy wrażliwości, artyzmu, sztuki przez człowieka – mogą one przecież sugerować, że człowiek ma duszę.
Myślę, że zwłaszcza teraz, ciesząc się atmosferą świąt Bożego Narodzenia, odkrywamy, że nasze potrzeby i pragnienia nie sprowadzają się tylko do tego, by przedłużyć istnienie gatunku, przeżyć czy zachować energię. Że jest coś co różni człowieka od karpia czy małpy. Dlatego bardzo mocno trzymamy kciuki także za naszych braci ateistów, aby i oni okrywali w sobie ten nadprzyrodzony, boski pierwiastek.
Ale do sedna – czas na kolejną rozkminę.
Zastanówmy się jakie jest prawdopodobieństwo, że komputer powstanie przez przypadek. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wiele podzespołów mogło powstać przez przypadek, jednak nawet wtedy było to wynikiem "jakiegoś" dążenia człowieka jako rozumnej istoty do stworzenia „czegoś”. Zastanówmy się, na ile prawdopodobne jest, żeby np. po przejściu huraganu nad złomowiskiem powstał właśnie komputer…
A teraz porównajmy sobie o ile bardziej złożony, skomplikowany i wciąż niepoznany przez człowieka jest wszechświat...
Wobec tego czy ten o wiele bardziej skomplikowany i złożony niż komputer WSZECHŚWIAT mógł powstać przez przypadek? Czy ogrom wszystkich procesów fizycznych, chemicznych, biologicznych, wszystkich ludzkich zachowań, myśli, działań i uczuć sprowadza się tylko do tego jednego słowa – „przypadek”?
Dlatego wydaje mi się, że ateistyczna wizja postrzegania świata jest wizją bardzo smutną, która nie pozwala w pełni poznać sensu istnienia oraz sensu człowieczeństwa, a dla kogoś kto już wyszedł z gimnazjum jest absolutnie niewystarczająca.
Naukowcy co chwilę opracowują kolejne koncepcje powstania wszechświata – jedne wydają się bardziej prawdopodobne, drugie mniej. Ale takie jest zadanie nauki, zadanie wyjątkowo trudne, bo trudno je zweryfikować. I wbrew temu co twierdzą ateiści, każda taka koncepcja jest do zaakceptowania przez Kościół, o ile nie wychodzi ona poza sferę działania nauki, a więc nie dotyczy np. powstania duszy ludzkiej. Jednak żadna z naukowych koncepcji, nawet ta potwierdzona w 100% (jeżeli w ogóle to jest możliwe…) nie zaspokoi w pełni ludzkiego pytania o sens życia, także tego ziemskiego. I tutaj pojawia się teologia i powiązana z nią filozofia. Warto zwrócić uwagę na to rozgraniczenie, gdyż wielu ateistów w różnych debatach często błędnie miesza te dwa obszary i celowo manipulując pojęciami "wiary" i "nauki" próbują ośmieszyć ludzi wierzących. A przecież wiara i nauka potrafią naprawdę pięknie się harmonizować i uzupełniać.
Pokrewne tematy:
>> Teoria ewolucji a stanowisko Kościoła
>> "Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. I
>> "Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. II
9 kwietnia 2012
Śledztwo w sprawie Zmartwychwstania | rp.pl
Zapytano kiedyś czołowego ideologa ateizmu (a obecnie agnostyka), brytyjskiego profesora Richarda Dawkinsa o to, co jego zdaniem stało się z ciałem Jezusa Chrystusa. Dawkins stwierdził:
Teologia określa zmartwychwstanie Chrystusa jako tajemnicę w sensie ścisłym. Nie można jej dosięgnąć na drodze naturalnych możliwości człowieka w dziedzinie rozumu, woli, uczucia... Tej wierze musi towarzyszyć łaska. O tym, że można jej dostąpić, świadczą miliony tych, którzy z wydarzenia wielkanocnego uczynili zasadę swojego życia i stali się świadkami zmartwychwstania, choć często ich wiara jest pełna pytań i wątpliwości, jak wiara uczniów podążających do Emaus. Pozdrawiam wszystkich Czytelników Młocika z okazji świąt Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa! :)
To samo, co się stanie z ciałami wszystkich nas, gdy umrzemy. Rozłożyło się. Teorie, że Jezus wstał z grobu, a następnie wstąpił do nieba, są mniej więcej tak samo dobrze udokumentowane jak baśń o Jasiu i magicznej fasoli. Zmartwychwstanie jest całkowicie niezgodne z ustaleniami zaawansowanej nauki.Czy aby na pewno? Polecam świetny artykuł dotyczący naukowej analizy faktu Zmartwychwstania Chrystusa, które to Zmartwychwstanie świętuje cały świat! :)
Otrzyjcie już łzy płaczący!
Nie wrzucam tego artykułu na bloga, żeby przekonać wątpiących czy wzmocnić wiarę wierzących. To tylko artykuł, jeden z wielu. To tylko fakty naukowe, które same w sobie nie są jeszcze w stanie czegokolwiek zmienić w naszym życiu. Teologia określa zmartwychwstanie Chrystusa jako tajemnicę w sensie ścisłym. Nie można jej dosięgnąć na drodze naturalnych możliwości człowieka w dziedzinie rozumu, woli, uczucia... Tej wierze musi towarzyszyć łaska. O tym, że można jej dostąpić, świadczą miliony tych, którzy z wydarzenia wielkanocnego uczynili zasadę swojego życia i stali się świadkami zmartwychwstania, choć często ich wiara jest pełna pytań i wątpliwości, jak wiara uczniów podążających do Emaus. Pozdrawiam wszystkich Czytelników Młocika z okazji świąt Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa! :)
7 stycznia 2012
Ewolucją w ateizm: ewolucyjny argument przeciwko naturalizmowi Alvina Plantingi
Oto artykuł, który nadesłał nam nasz czytelnik, a może niedługo i nowy redaktor Filip Kostrzewa. Filipowi dziękujemy za wpis, a pozostałych czytelników zapraszamy do lektury :)
Alvin Plantinga jest amerykańskim filozofem analitycznym, który dał się poznać w ostatnich pięćdziesięciu latach jako jeden z najwybitniejszych obrońców światopoglądu teistycznego.
Przez wiele lat zajmował się zbijaniem ateistycznych argumentów przeciwko istnieniu Boga, ostatnimi czasy przeszedł jednak do „kontrofensywy” wysuwając tzw. „ewolucyjny argument przeciwko naturalizmowi (evolutionary argument against naturalism).
W niniejszym artykule postaram się prześledzić i przedstawić argumentacje Plantingi w łatwo przyswajalny sposób.
Czym jest naturalizm?
Światopogląd naturalistyczny jest, w rozumieniu Plantingi, przeświadczeniem, że nie istnieją żadne nadnaturalne byty. Tzn. nie istnieje nie tylko Bóg osobowy, ale także jakiekolwiek inne byty nienaturalne. Ściślej można ten pogląd nazwać naturalizmem metafizycznym. Jest to stanowisko typowe dla myślicieli ateistycznych, szczególnie dla tzw. Nowych Ateistów, do których zaliczają się Dawkins, Dennet czy Weinberg.
Naturaliści zderzając się z faktem istnienia naszego wszechświata tłumaczą jego istnienie działaniem ślepych sił przyrody (fizyki), a co za tym twierdzą, że nadnaturalny projektant jest czymś zbędnym.
Istnienie złożonych organizmów żywych jest wynikiem działania doboru naturalnego, odkrytego przez Darwina w XIX wieku. Ponieważ ani dobór naturalny ani prawa fizyki nie działają celowo to istnienie wszechświata jest bezcelowe.
Dawkins (najbardziej zajadły propagator naturalizmu opartego na teorii ewolucji) uważa, że nie mógłby sobie wyobrazić bycia ateistą przed publikacją „O powstawaniu gatunków” Darwina (w istocie pełny tytuł brzmiał „O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt”, ale poprawność polityczna robi swoje), natomiast po odkryciu mechanizmów ewolucji biologicznej ateizm jest jedynym zadowalającym intelektualnie światopoglądem.
Odpowiedź Plantingi
Całkowicie przeciwnego zdania jest Alvin Plantinga. Uważa on, że nie tylko ewolucja nie implikuje ateizmu (w istocie jest to dość prymitywny pogląd zbijany przez mnóstwo filozofów teistycznych w XX stuleciu), ale jest czymś co stawia metafizyczny naturalizm pod dużym znakiem zapytania.
Wg Plantingi, zgodnie z teistycznym (który jest w myśli zachodniej zazwyczaj zawężany do chrześcijańskiego) punktem widzenia, człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. W związku z tym, człowiek, podobnie jak Bóg posiada intelekt, rozum i pamięć które pozwalają mu poznawać świat. Jednak, ponieważ człowiek istnieje w rzeczywistości materialnej, do poznawania świata potrzebuje także zmysłów.
Naturalistyczny obraz człowieka jest dokładnie taki sam, jak obraz teistyczny, z wyłączeniem Boga. Oznacza to, że człowiek jest bytem materialnym, wyposażonym w rozum, pamięć i zmysły (z których korzystasz czytając ten artykuł).
Jednocześnie naturaliści uważają, że rozum, pamięć i zmysły są produktem bezcelowych sił ewolucji biologicznej.
Zarówno naturaliści, jak i teiści uważają, że władze poznawcze służą do poznawania otaczającego nas świata oraz, że spełniają dobrze swoją funkcje. Dzięki władzom poznawczym możemy badać kształty otaczających nas przedmiotów, możemy operować liczbami, a także tworzyć teorie naukowe – takie jak teoria ewolucji.
W tym miejscu, zauważa Plantinga, objawia się charakterystyka naturalizmu, opartego o ewolucję biologiczną, jako sprzecznego logicznie, a zatem samo-obalającego się (jak pozytywizm logiczny, bądź postmodernizm) światopoglądu.
Otóż podstawowym założeniem ewolucji biologicznej (w wydaniu naturalistycznym) jest stwierdzenie, że ewolucja wyposaża organizmy żywe w takie funkcje, które najłatwiej pozwalają im przetrwać w nieprzyjaznym świecie. Nie istnieje żaden cel ewolucji, polegający na stworzeniu konkretnego bytu. Natomiast teiści ewolucyjni twierdzą, że ewolucja jest dla nas procesem, ale z punktu widzenia Boga jest aktem stwórczym (Bóg wg tradycji filozofii chrześcijańskiej istnieje poza czasem), który nie kłóci się ze stwierdzeniem, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wg nich to właśnie ewolucją posłużył się Stwórca by powołać do życia człowieka. Dla teistów ewolucja jest więc procesem teleologicznym.
Skoro jednak ewolucja tworzy takie organizmy, które mają jak najlepiej poradzić sobie z życiem w nieprzyjaznym środowisku to nie ma żadnych podstaw by twierdzić, że władze poznawcze dostarczają nam jakiejkolwiek uzasadnionej wiedzy o świecie. W świetle naturalistycznej ewolucji, władze poznawcze są jedynie narzędzie, w które wyposażyła nas ewolucja, byśmy mogli łatwiej przeżyć.
W świetle założeń światopoglądu naturalistycznego nie możemy więc stwierdzić, czy ewolucja jest prawdziwa czy fałszywa, ponieważ nasze władze poznawcze nie służą rozstrzyganiu takich kwestii, a jedynie zapewnieniu nam przetrwania.
Jednocześnie, przyjmując światopogląd teistyczny, widzący człowieka, jako obraz Boga, możemy naukowo rozstrzygnąć prawdziwość bądź nie teorii ewolucji.
Konkludując: teoria ewolucji jest zgodna ze światopoglądem teistycznym, natomiast światopogląd naturalistyczny, opierający się na teorii ewolucji jest światopoglądem sprzecznym wewnętrznie.
Kontrargument i jego odparcie
Czytelnikowi może się nasunąć prosty kontrargument: to właśnie fakt, że władze poznawcze pozwalają nam poznawać świat pomaga nam w nim przetrwać. Należy zauważyć, że jest to tylko pewna możliwość, która wymaga dowodu.
W dodatku, przeciwko tej tezie można wysunąć następujący argument, w postaci eksperymentu myślowego (również autorstwa Plantingi):
Wyobraźmy sobie człowieka, który nazywa się Paweł. Pawłowi bardzo podoba się pomysł bycia zjedzonym, ale kiedy widzi tygrysa, zawsze ucieka, w poszukiwaniu „lepszej opcji”, ponieważ uważa, że jest bardzo mało prawdopodobne, że tygrys, którego widzi będzie chciał go zjeść.
To zachowanie umożliwia mu przetrwanie, mimo, że z pewnością jest powodowane przez nieprawdziwą wiedzę (tygrys raczej zjadłby Pawła, w przeciwieństwie do tego co on sam myśli.
Paweł może też uważać, że trygrys to tylko wielki, włochaty kociak, który chce się z nim pobawić, a najlepszym sposobem na zabawę z nim jest ucieczka.
W każdym razie, możemy wyobrazić sobie wiele nieprawdziwych przekonań, które pozwolą Pawłowi przetrwać w jego świecie. Nie jest trudno by znaleźć wiele nieprawdziwych przekonań także w naszym życiu, które pomogły nam przeżyć.
Podsumowując: nie ma żadnego argumentu za tym, że przekonania pozwalające przetrwać muszą być prawdziwe.
Alvin Plantinga jest amerykańskim filozofem analitycznym, który dał się poznać w ostatnich pięćdziesięciu latach jako jeden z najwybitniejszych obrońców światopoglądu teistycznego.
Przez wiele lat zajmował się zbijaniem ateistycznych argumentów przeciwko istnieniu Boga, ostatnimi czasy przeszedł jednak do „kontrofensywy” wysuwając tzw. „ewolucyjny argument przeciwko naturalizmowi (evolutionary argument against naturalism).
W niniejszym artykule postaram się prześledzić i przedstawić argumentacje Plantingi w łatwo przyswajalny sposób.
Czym jest naturalizm?
Światopogląd naturalistyczny jest, w rozumieniu Plantingi, przeświadczeniem, że nie istnieją żadne nadnaturalne byty. Tzn. nie istnieje nie tylko Bóg osobowy, ale także jakiekolwiek inne byty nienaturalne. Ściślej można ten pogląd nazwać naturalizmem metafizycznym. Jest to stanowisko typowe dla myślicieli ateistycznych, szczególnie dla tzw. Nowych Ateistów, do których zaliczają się Dawkins, Dennet czy Weinberg.
Naturaliści zderzając się z faktem istnienia naszego wszechświata tłumaczą jego istnienie działaniem ślepych sił przyrody (fizyki), a co za tym twierdzą, że nadnaturalny projektant jest czymś zbędnym.
Istnienie złożonych organizmów żywych jest wynikiem działania doboru naturalnego, odkrytego przez Darwina w XIX wieku. Ponieważ ani dobór naturalny ani prawa fizyki nie działają celowo to istnienie wszechświata jest bezcelowe.
Dawkins (najbardziej zajadły propagator naturalizmu opartego na teorii ewolucji) uważa, że nie mógłby sobie wyobrazić bycia ateistą przed publikacją „O powstawaniu gatunków” Darwina (w istocie pełny tytuł brzmiał „O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt”, ale poprawność polityczna robi swoje), natomiast po odkryciu mechanizmów ewolucji biologicznej ateizm jest jedynym zadowalającym intelektualnie światopoglądem.
Odpowiedź Plantingi
Całkowicie przeciwnego zdania jest Alvin Plantinga. Uważa on, że nie tylko ewolucja nie implikuje ateizmu (w istocie jest to dość prymitywny pogląd zbijany przez mnóstwo filozofów teistycznych w XX stuleciu), ale jest czymś co stawia metafizyczny naturalizm pod dużym znakiem zapytania.
Wg Plantingi, zgodnie z teistycznym (który jest w myśli zachodniej zazwyczaj zawężany do chrześcijańskiego) punktem widzenia, człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. W związku z tym, człowiek, podobnie jak Bóg posiada intelekt, rozum i pamięć które pozwalają mu poznawać świat. Jednak, ponieważ człowiek istnieje w rzeczywistości materialnej, do poznawania świata potrzebuje także zmysłów.
Naturalistyczny obraz człowieka jest dokładnie taki sam, jak obraz teistyczny, z wyłączeniem Boga. Oznacza to, że człowiek jest bytem materialnym, wyposażonym w rozum, pamięć i zmysły (z których korzystasz czytając ten artykuł).
Jednocześnie naturaliści uważają, że rozum, pamięć i zmysły są produktem bezcelowych sił ewolucji biologicznej.
Zarówno naturaliści, jak i teiści uważają, że władze poznawcze służą do poznawania otaczającego nas świata oraz, że spełniają dobrze swoją funkcje. Dzięki władzom poznawczym możemy badać kształty otaczających nas przedmiotów, możemy operować liczbami, a także tworzyć teorie naukowe – takie jak teoria ewolucji.
W tym miejscu, zauważa Plantinga, objawia się charakterystyka naturalizmu, opartego o ewolucję biologiczną, jako sprzecznego logicznie, a zatem samo-obalającego się (jak pozytywizm logiczny, bądź postmodernizm) światopoglądu.
Otóż podstawowym założeniem ewolucji biologicznej (w wydaniu naturalistycznym) jest stwierdzenie, że ewolucja wyposaża organizmy żywe w takie funkcje, które najłatwiej pozwalają im przetrwać w nieprzyjaznym świecie. Nie istnieje żaden cel ewolucji, polegający na stworzeniu konkretnego bytu. Natomiast teiści ewolucyjni twierdzą, że ewolucja jest dla nas procesem, ale z punktu widzenia Boga jest aktem stwórczym (Bóg wg tradycji filozofii chrześcijańskiej istnieje poza czasem), który nie kłóci się ze stwierdzeniem, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wg nich to właśnie ewolucją posłużył się Stwórca by powołać do życia człowieka. Dla teistów ewolucja jest więc procesem teleologicznym.
Skoro jednak ewolucja tworzy takie organizmy, które mają jak najlepiej poradzić sobie z życiem w nieprzyjaznym środowisku to nie ma żadnych podstaw by twierdzić, że władze poznawcze dostarczają nam jakiejkolwiek uzasadnionej wiedzy o świecie. W świetle naturalistycznej ewolucji, władze poznawcze są jedynie narzędzie, w które wyposażyła nas ewolucja, byśmy mogli łatwiej przeżyć.
W świetle założeń światopoglądu naturalistycznego nie możemy więc stwierdzić, czy ewolucja jest prawdziwa czy fałszywa, ponieważ nasze władze poznawcze nie służą rozstrzyganiu takich kwestii, a jedynie zapewnieniu nam przetrwania.
Jednocześnie, przyjmując światopogląd teistyczny, widzący człowieka, jako obraz Boga, możemy naukowo rozstrzygnąć prawdziwość bądź nie teorii ewolucji.
Konkludując: teoria ewolucji jest zgodna ze światopoglądem teistycznym, natomiast światopogląd naturalistyczny, opierający się na teorii ewolucji jest światopoglądem sprzecznym wewnętrznie.
Kontrargument i jego odparcie
Czytelnikowi może się nasunąć prosty kontrargument: to właśnie fakt, że władze poznawcze pozwalają nam poznawać świat pomaga nam w nim przetrwać. Należy zauważyć, że jest to tylko pewna możliwość, która wymaga dowodu.
W dodatku, przeciwko tej tezie można wysunąć następujący argument, w postaci eksperymentu myślowego (również autorstwa Plantingi):
Wyobraźmy sobie człowieka, który nazywa się Paweł. Pawłowi bardzo podoba się pomysł bycia zjedzonym, ale kiedy widzi tygrysa, zawsze ucieka, w poszukiwaniu „lepszej opcji”, ponieważ uważa, że jest bardzo mało prawdopodobne, że tygrys, którego widzi będzie chciał go zjeść.
To zachowanie umożliwia mu przetrwanie, mimo, że z pewnością jest powodowane przez nieprawdziwą wiedzę (tygrys raczej zjadłby Pawła, w przeciwieństwie do tego co on sam myśli.
Paweł może też uważać, że trygrys to tylko wielki, włochaty kociak, który chce się z nim pobawić, a najlepszym sposobem na zabawę z nim jest ucieczka.
W każdym razie, możemy wyobrazić sobie wiele nieprawdziwych przekonań, które pozwolą Pawłowi przetrwać w jego świecie. Nie jest trudno by znaleźć wiele nieprawdziwych przekonań także w naszym życiu, które pomogły nam przeżyć.
30 kwietnia 2011
Teoria ewolucji a stanowisko Kościoła
Często w rozmowach z ateistami poruszany jest aspekt teorii ewolucji. W moim mniemaniu urósł już on niemal do rangi „ateistycznej religii” (czego dowody są widoczne choćby w komentarzach na tym blogu) - teoria ewolucji daje odpowiedzi na nieomal wszystkie pytania, poczynając od powstania świata, przez przyrodę, na człowieku kończąc. Używanie tego argumentu ma oczywiście na celu uzasadnienie, że Kościół myli się w ww. kwestiach, z tego tylko względu, że jego twierdzenia są „nienaukowe”, co w rozumieniu wielu ateistów oznacza po prostu „błędne”. Ateiści często podają za przykład opis stworzenia człowieka, który zawiera Księga Rodzaju, konfrontując go z odkryciami ewolucjonizmu. Stawianie jednak teorii ewolucji i nauczania Kościoła po przeciwnych stronach jest wg mnie błędem i wynika z niezrozumienia albo założeń teorii spopularyzowanej przez Darwina, albo stanowiska Kościoła.
Teoria ewolucji1

Darwinizm
Najbardziej znanym i najbardziej zasłużonym w dziedzinie teorii zmienności jest oczywiście Karol Darwin. Głównym założeniem jego teorii (zw. darwinizmem) jest dobór naturalny. Wynika on ze zmienności cech każdego przedstawiciela gatunku, w związku z czym ulega on naturalnej selekcji. Teoria doboru naturalnego opiera się na pięciu filarach:
· zmienności -przedstawiciele gatunku różnią się pewnymi szczegółami (odmiany)- można więc wnioskować, że gatunki pierwotnie także były odmianami jakiegoś „szerszego” gatunku i dopiero później się wyodrębniły
· nadprodukcji- gdyby wszystkie wytwarzane zarodki mogły się rozwinąć, bardzo szybko pokryłyby całą ziemię. Dotyczy to zarówno roślin, jak i zwierząt
· względnej stałości liczbowej- mimo, iż występuje nadprodukcja, istnieje tendencja do utrzymywania stałej liczebności gatunku
· „walki o byt” – wniosek z zasady nadprodukcji- wszystkie zarodki nie mogą się rozwinąć, a więc istnieje współzawodnictwo w obrębie gatunku
· przetrwanie najlepiej przystosowanych- skutek walki o byt. Każda jednostka dąży do korzystnej zmiany, która pozwoli jej utrzymać się przy życiu.
Należy dla jasności dodać, że tym prawom podlega, w świetle teorii Darwina, również gatunek ludzki (poświęca on jemu nawet osobną rozprawę „O powstaniu człowieka”). Nadmienienie to jest ważne ze względu na to, że Kościół, przy wyrażaniu swojego stanowiska, dotyka przede wszystkim aspektu ewolucji w odniesieniu do człowieka.
Stanowisko Kościoła
Encyklika „Humani generis” (1950)
Jest ona pierwszym oficjalnym wyrażeniem poglądu nt. teorii ewolucji przez Kościół. Jak wynika z tytułu, porusza ona aspekt człowieka w tej teorii. Papież Pius XII nie odrzuca ewolucjonizmu, jednak zaleca krytyczność w jego przyjmowaniu, podkreślając, że nie może być on sprzeczny z dogmatami Kościoła. Oto fragment „Humani generis” , który rzuca światło na tę sprawę:

„Nie zakazuje więc kościelny Nauczycielski Urząd, by teoria ewolucjonizmu, o ile bada, czy ciało pierwszego człowieka powstało z istniejącej poprzednio, żywej materii - że bowiem dusze stwarzane są bezpośrednio przez Boga, tego niewątpliwie uczy nas katolicka wiara - stała się przedmiotem dociekań i dyskusji uczonych obydwu obozów, zgodnie z obecnym stanem nauk ludzkich i świętej teologicznej wiedzy. Te dyskusje jednak powinny być tak prowadzone, żeby racje obydwu stron, tak zwolenników jak przeciwników ewolucjonizmu roztrząsane były i oceniane poważnie, z miarą i umiarkowanie, a nadto, żeby obie strony gotowe były poddać się sądowi Kościoła, któremu Chrystus zlecił obowiązek, zarówno autentycznego wykładania Pisma, jak strzeżenia dogmatów wiary.”
Teoria ewolucji nie stoi więc w sprzeczności z nauką Kościoła, o ile nie chce się w niej udowadniać powstania duszy ludzkiej drogą ewolucji. Taka materialistyczna koncepcja ewolucji jest dla katolika nie do przyjęcia, jako że jest sprzeczna z wiarą w niezmienność duszy oraz jej indywidualny charakter wynikający z aktu stwórczego Boga. Pojęcie ‘dusza’ należy w tym kontekście rozumieć, jako coś, co sprawia, że ciało, które ożywia i kształtuje, jest człowiekiem.2 Nie należy więc z nią utożsamiać ani mózgu człowieka (jest on tylko narzędziem, przez które dusza działa), ani jego psychiki.3 Nie ma więc sensu udowadnianie, że dusza ludzka jest wynikiem ewolucji, gdyż mózg czy psychika człowieka ewoluowała z poziomu zwierzęcego na taki, który nazywamy ludzkim. Ani bowiem psychika ani mózg nie stanowią istoty duszy.
Papież przestrzega również przed nadmiernym rozszerzaniem stosowania pojęcia ewolucji, wręcz na cały kosmos. Pisze on:
Papież przestrzega również przed nadmiernym rozszerzaniem stosowania pojęcia ewolucji, wręcz na cały kosmos. Pisze on:
„Są mianowicie najpierw tacy, którzy system tzw. ewolucji, nawet w dziedzinie nauk przyrodniczych dotąd niezbicie nie udowodniony, nieroztropnie i bez zastrzeżeń stosują do wytłumaczenia początku wszechrzeczy, przyjmując śmiało monistyczne i panteistyczne wymysły o świecie całym, nieustannej ewolucji podległym. Tą właśnie hipotezą posługują się chętnie zwolennicy komunizmu, aby skuteczniej rozszerzać i naprzód wysuwać swój dialektyczny materializm, który wszelką ideę Boga z umysłów całkowicie wyplenia.”
Zawarta została tu także krytyka pojmowania ewolucji, jako prawa nadrzędnego, praprzyczyny wykształtowania się świata. Taka teoria charakteryzuje się uznaniem braku celowości ewolucji (nie kieruje nią Rozumna Przyczyna), czego nie może przyjąć osoba wierząca. Dopuszczalnym poglądem jest uznanie Boga za Pierwszą Przyczynę, która przyczyny drugorzędne, których skutkiem jest ewolucja, podtrzymuje w działaniu. 4
Przesłanie Ojca Świętego Jana Pawła II do członków Papieskiej Akademii Nauk (1996)
Jest to z kolei najbardziej aktualne stanowisko dotyczące omawianego tematu. Papież w swoim przesłaniu odnosi się do encykliki swojego poprzednika Piusa XII. Podkreśla on, że Kościół musi odnosić się do najnowszych badań naukowych (w tym przyrodniczych) i z zachowaniem niezmiennych Prawd „precyzyjnie określić właściwy sens Pisma, odrzucając bezpodstawne interpretacje, które przypisują mu to, co jest sprzeczne z jego intencjami.” Papież zauważa także, że teoria, w świetle postępujących badań, musi być brana pod uwagę, jako bardziej wiarygodna, niż w czasach Piusa XII, jednak nie można jej przyjmować bezkrytycznie, zwłaszcza, że „należy mówić nie tyle o teorii, co raczej o teoriach ewolucji” ze względu na jej coraz różniejsze interpretacje.5
Jan Paweł II wypowiada się także na temat miejsca człowieka w teorii ewolucji. Ważnym stwierdzeniem jest:
„(…)jednostka ludzka nie może być podporządkowana gatunkowi ani społeczeństwu jako środek czy narzędzie, gdyż ma samoistną wartość. Jest osobą. Dzięki swej inteligencji i woli jest zdolna tworzyć z bliźnimi więzi wspólnoty i solidarności, potrafi złożyć dar z siebie.”
Podkreślona więc została godność człowieka, wynikająca z tego, że jest on szczególnym dziełem Boga- niewynikającym z przypadku, a także z istnienia w człowieku stworzonej przez Boga duszy. Zaprzeczenie ewolucji duszy nie równa się zaprzeczeniu teorii ciągłości fizycznych zmian ciała ludzkiego na drodze ewolucji, o czym mówi Papież we fragmencie:
„W przypadku człowieka mamy zatem do czynienia z różnicą natury ontologicznej, można wręcz powiedzieć - ze ,,skokiem'' ontologicznym. Czy jednak głosząc tę tezę o nieciągłości ontologicznej nie negujemy owej ciągłości fizycznej, która wydaje się stanowić nić przewodnią badań nad ewolucją, podejmowanych na płaszczyźnie fizyki i chemii? Analiza metody stosowanej w różnych dziedzinach wiedzy pozwala pogodzić ze sobą dwie wizje, które mogłyby się wydawać całkowicie sprzeczne. Nauki doświadczalne z coraz większą dokładnością badają i opisują wielorakie przejawy życia umieszczając je na skali czasowej. Moment przejścia do sfery duchowej nie jest przedmiotem obserwacji tego rodzaju. Może ona jednak ujawnić - na płaszczyźnie doświadczalnej - cały zespół bardzo ważnych oznak specyficzności istoty ludzkiej. Natomiast doświadczenie poznania metafizycznego, samoświadomości i zdolności do refleksji, sumienia i wolności czy wreszcie doświadczenie estetyczne i religijne należą do sfery analizy i refleksji filozoficznej, podczas gdy teologia odkrywa ich sens ostateczny, zgodny z zamysłem Stwórcy.”
Podsumowując…
Wcale nie jest tak, że Kościół sprzeciwia się ewolucjonizmowi. Musi jednak zachować pewien dystans do osiągnięć nauki, które nie zostały jeszcze ostatecznie potwierdzone- pozostają w sferze teorii (choćby bardzo zaawansowanej). Stanowisko Kościoła opiera się przede wszystkim na zgodności postulowanych prawd przyrodniczych z Prawdami Objawionymi (jak np. Pismo Święte), stanowiącymi fundament jego funkcjonowania. Traktowane są one jako niezmienne i pewne i dlatego w razie wystąpienia realnej sprzeczności Prawd Objawionych i teorii naukowych (jak ww. koncepcja „ewolucji duszy” wobec Prawdy o stwarzaniu duszy przez Boga ), Kościół skłania się ku tym pierwszym.
Gratuluję tym, którzy dobrnęli do końca oraz pozdrawiam wierzących i jeszcze nie :)
Przypisy:1. Głównie na podstawie Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 41-75
2. Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 416
3. http://mateusz.pl/pow/020206.htm
4. Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 419
5. Cytaty w tej części tekstu pochodzą z tytułowego „Przesłania” JPII
5 lutego 2011
Racjonalnie o Bogu i religii czyli „naukowe dowody” na istnienie Boga
Ateiści, podważając istnienie Boga i sens religii, często powołują się na tzw. racjonalizm – bezwzględne zawierzenie sile rozumu i nauki, czasem nawet posuwając się do stwierdzeń, że czego nie da się udowodnić naukowo, to nie istnieje. Tym samym traktują wiarę, religię i wartości z nimi związane w sposób lekceważący - jako ich zdaniem, niegodne zainteresowania prawdziwego naukowca, racjonalisty. Tymczasem, na przestrzeni dziejów, wielu ludzi związanych ze światem nauki zajmowało się tą problematyką dochodząc często do interesujących wniosków. Spraw stricte-religijnych dotyczyło także wiele problemów, sytuacji, jakie napotyka współczesna i dawna nauka. W tym wpisie chciałbym ukazać świat religii z trochę innej strony - przede wszystkim wytrącić z rąk ateistów argument, że wiara i nauka nie mają nic wspólnego (czym nawiązuję do poniższego wpisu szymongo ), tym samym „pokonać ich własną bronią” ukazując, że rozum także stoi po stronie wiary.
Filozofia
Filozofia ściśle związana jest z zagadnieniami odwołującymi się do etyki. Interesującym pytaniem, jakie stawiali sobie filozofowie różnych epok, było: Czy da się przedstawić rozumowe dowody na istnienie Boga? I było kilku filozofów, którzy spróbowali przedstawić takie dowody, spotykając się z mniejszą lub większą krytyką w środowisku. Ja chciałbym przybliżyć rozumowanie jednego z filozofów epoki oświecenia - Immanuela Kanta. Myślę, że ten przykład będzie szczególnie cenny, jako że sam Kant nie był zaangażowany emocjonalnie w teorię, którą tworzył. Nie był on osobą duchowną, czy człowiekiem głęboko wierzącym. Zachowana więc została, tak ulubiona przez racjo-ateistów bezstronność :)
Kant w toku swoich rozważań nt. etyki, doszedł m.in. do wniosku, że człowiek ma wewnętrzne przeczucie istnienia czegoś poza życiem ziemskim, doczesnym. Nie jest w stanie udowodnić tego, ani drogą empiryczną, ani rozumową-tej wiedzy może natomiast jedynie uznać, że istnieje (Kant nazywa ten rodzaj sądów o rzeczywistości sądami syntetycznymi a priori). Człowiek odczuwa więc na podstawie jakieś "wrodzonej", pozarozumowej wiedzy konieczności istnienia życia pozagrobowego. Egzemplifikacją tego odczucia wg Kanta jest postawa osoby, która poświęca swoje życie ratując drugą. Bo czy człowiek, który nie wierzy, że zostanie mu w jakiś sposób wynagrodzone poświęcenie swojego życia, odważyłby się na taki czyn? Przykład ten dowodzi także tego, że wartości takie jak: dobro, miłość stoją ponad czysto zwierzęcą chęcią życia.
Moralność
I tu nasuwa się kolejny wątek, jakim jest istnienie moralności. Ona także była i jest przedmiotem zainteresowania filozofii, a w szczególności etyki. Zasadnicze pytanie, które się z tym wiąże brzmi: Skąd się wzięła moralność? Towarzyszyła ona ludziom od początku- to pewne. Człowiek zawsze nosił w sobie poczucie słuszności, bądź niesłuszności, sprawiedliwości i niesprawiedliwości. Wiadomo też, że im dalej sięgniemy w przeszłość, tym zachowania ludzkie w zakresie etyki bardziej różnią się od współczesnych- tzn. czyn, który dziś uznajemy za niezgodny z prawami moralnymi (np. zabicie człowieka w ramach zemsty) kiedyś był społecznie akceptowany. I tu należy sobie zadać kolejne pytanie- Czy w takim razie moralność ewoluowała? Czy to ludzie „dojrzeli” do moralności? Należy zauważyć, że praw moralnych nikt rozumowo nie opracował, nie ogłosił, jednak są one znane każdemu, bez względu na położenie geograficzne. Ateiści często używają argumentu, że prawa moralne powstały, ponieważ uznano, że ich używanie jest korzystne ze względów socjologicznych. Nie było jednak takiego momentu w historii żadnej cywilizacji, ani narodów, kiedy przyjęto prawo moralne jako obowiązujące, bo ułatwia życie społeczne- mimo to, wszędzie ono się wykształciło, a ewentualne rozdźwięki w jego stosowaniu wynikają z różnego stopnia świadomości tego prawa. Ład, jaki wprowadziła moralność w społeczeństwa to raczej skutek pośredni- wspierając się na prawach moralnych powstały prawa zwyczajowe. Traktowanie moralności, jako „społecznych zasad gry” jest tym bardziej bezsensowne, że nie wszystkie prawa moralne można odnieść do stosunków społecznych. Z tego jasno wynika, że to nie ludzie „wymyślili” moralność, ale że została ona nam ofiarowana z zewnątrz- przez Stwórcę.
Świat
Nauki przyrodnicze to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin naukowych. Wciąż powstają nowe teorie- czy to z zakresu biologii, czy chemii lub fizyki, dzięki którym wiemy o otaczającym nas świecie coraz więcej. Jednak wciąż odpowiadają one w znacznej mierze na pytania: „jak?” „ile?- unikają natomiast pytania- „dlaczego?”. Co jest przyczyną powstania wszystkiego, co widzimy wokół nas- całego świata? Wszechświata? Ateiści próbują udowadniać, że Bóg wcale nie był potrzebny, aby powstało wszystko, co znajduje się na świecie- argumentując to m.in. teorią ewolucji (notabene bardzo kontrowersyjną- ale to już osobny temat). Mówią także, że powstanie świata jest konsekwencją Wielkiego Wybuchu, a nie działania Boga. Czy jednak obie te kwestie odpowiadają na to jedno, nurtujące pytanie: „Dlaczego?” Dlaczego ewolucja potoczyła się akurat w tym kierunku? Dlaczego w ogóle powstało życie? Dlaczego ewolucja nie zatrzymała się w jakimś stadium, lecz podąża dalej? To samo tyczy się Wielkiego Wybuchu: Dlaczego nastąpił? Dlaczego w ten a nie inny sposób przebiegał? Wszystkie te pytania domagają się wskazania źródła. Ateiści wskazują na przypadek, „ślepy los” . Czy jednak naprawdę wierzą, że np. tak fizjologicznie i anatomicznie skomplikowana istota jak człowiek może być „dziełem” przypadku? Myślę, że każdy wewnętrznie czuje, że to niemożliwe - dlatego także w tej kwestii ja stawiam na Boga.
Cuda
Kolejny aspekt, wobec którego nauka bezradnie rozkłada ręce. Naukowcy są w stanie opisywać cuda, ale nie wyjaśnić. Rozum staje przed nieprzekraczalną barierą. Jak dużo jest cudownych uzdrowień, kiedy lekarze mogli tylko stwierdzić: „Jest to niewytłumaczalne z punktu widzenia medycyny”, jak wiele cudownych wydarzeń dotyczących różnych okresów historycznych- od starożytności po współczesność; różnych osób- od „możnych tego świata” po zwykłych ludzi? Jeśli ktoś chce poszerzyć wiedzę na ten temat, polecam- http://adonai.pl/cuda/
A na koniec prawdziwa racjonalistyczna bomba, czyli rozumem i logiką w ateistów! A mianowicie coś o ograniczonych możliwościach rozumu. Przesłanki: Człowiek jest świadomy, że jego umysł nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego, co istnieje, mimo to, wie, że jednak to, co niepoznane istnieje. Co więcej zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie wykorzystać w pełni swojego rozumu. Wniosek:
a) człowiek został w pewny sensie "wyodrębniony" ze świata, nie jest jego integralną częścią
b) rozum został nam w jakiś sposób dany – od Boga (w oparciu o „Wyznania” św. Augustyna).
Pozdrowionka dla Bojowników Drogi, Prawdy i Życia, a także dla kolegów po przeciwnej stronie barykady!
3 grudnia 2010
"Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. I
Wiara wyklucza naukę? Dobre pytanie. Często, gdy rozmawiam z ateistami, zauważam w jaki sposób próbują oni znaleźć odpowiedź na pytania „dlaczego ludzie wierzą?”, „skąd się wzięła wiara?” itp. Najczęściej starają się rozumieć wiarę jako łatwe odpowiedzi na trudne pytania. Porównują wiarę z nauką, a samą naukę rozumieją jako nowoczesną i niezawodną metodę poznawania świata. Oto przykład takiej wypowiedzi:
„Bóg rodzi się zawsze tam, gdzie rozum zawodzi. Kiedyś patrzono na Słońce, Księżyc, trzaskające pioruny i ludzkie rozumy nie mogły tych zjawisk pojąć, dlatego wszystko tłumaczono sobie siłami wyższymi i tak powstały religie.”
Kiedyś ludzie nie rozumieli nawet najprostszych dla nas zjawisk przyrodniczych i tłumaczyli je sobie na różne sposoby. A dziś? Dzisiaj znamy odpowiedzi na wiele pytań ze świata przyrody, a mimo to wiara nie zniknęła. Wierzący też chodzą do szkoły, też mają taki sam dostęp do wiedzy jak ateiści. A mimo to wierzą. A więc w wierze musi chodzić o COŚ więcej!
„Kiedyś większość utrzymywała, że Słońce kręci się dookoła Ziemi. Dziś już wiemy jak jest naprawdę.”
W pewnym momencie swojego życia każdy z nas dowiedział się, że Ziemia okrąża Słońce i w jakim czasie to robi. Co to zmieniło w naszym życiu? Tak naprawdę - nic, bo to tylko wiedza. Ja w pewnym momencie swojego życia spotkałem Chrystusa. Co to zmieniło? Wszystko! ;)
Ludwik Pasteur, francuski chemik i prekursor mikrobiologii opracował metodę pasteryzacji (konserwacji żywności) nie na podstawie swojej wiary, ale wiedzy. Ale nie przeszkodziło mu to uwierzyć w Boga! Nie wybrał Chrystusa tylko dlatego, że chciał znaleźć odpowiedzi na różne pytania, bo te przecież dawał mu sama nauka. Chciał on – jak każdy człowiek - konkretnych działań, a nie suchych teorii, które tak naprawdę nic nie zmieniają w zyciu każdego z nas. Pan Bóg pokazuje swoją moc, wystarczy otworzyć serce. I to jest pociągające dla ludzi wierzących, niezależnie czy są naukowcami jak Pasteur, czy nie.
Czy zwykła wiedza naukowa, nawet najdoskonalsza, uchroni nasze rodziny przed rozpadem? Czy uchroni Ciebie przed nałogiem alkoholizmu, pornografii, masturbacji? Czy pomoże Ci podjąć dobre decyzje życiowe? Czy nauczy się odróżniać dobro od zła? Nie tak jak je odróżniali Hitler czy Stalin (oni też działali w dobrej wierze). Czy przeczytanie kolejnej teorii naukowej spowoduje, że zmienisz swój stosunek do rodziców, żony/męża, dziewczyny/chłopaka? Czy inaczej zaczniesz wtedy patrzeć na drugiego człowieka? Czy kolejna teoria naukowa da Ci pokój serca? Ukaże jedyny sens życia, cel do którego osiągnięcia zostałeś stworzony? Czy wiedza naukowa, wynalazki, kolejne dobra materialne zaspokoją Twoje pragnienie miłości – pragnienie każdego człowieka...?
Kapitalnie różnice między nauką a wiarą ujął Willim Bragg - laureat Nagrody Nobla, twórca metody rengenograficznej służącej do rozszyfrowywania struktury DNA i białek:
"Czasem ludzie zadają sobie pytanie, czy wiara i nauka nie są sobie przeciwstawne. Są, tak jak mój kciuk i pozostałe palce dłoni. Taka przeciwstawność jest niezbędna do uchywcenia czegokolwiek!"
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie demotywator "Wiara i nauka? Czy naprawdę stoją w sprzeczności?", zapraszam. Zachęcam też do przeczytania drugiej części mojej wypowiedzi.
"Wiara a nauka" czy raczej "wiara i nauka"? cz. II
Czy naprawdę nauka daje odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania?
Jeżeli dokładniej przyjrzymy się teoriom naukowym, to zauważymy, że dają one odpowiedź tylko na jedno pytanie: JAK? Jak przebiega dany proces? Np. jak to się dzieje, że powstaje nowy organizm?
A co z pytaniem DLACZEGO? Dlaczego powstał wszechświat – w jakim celu? Dlaczego ewolucja chce zmierzać na przód? Jaki jest jej cel i kto ją ukierunkował akurat na ten cel? Dlaczego nie zostaliśmy na etapie bezszczękowców i mięczaków? Może tak by było łatwiej? Dlaczego tylko człowiek dysponuje takim umysłem, dlaczego tylko człowiek jest w stanie stworzyć taką cywilizację, a nie np. inne zwierzęta. Dlaczego tylko człowiek stworzył kulturę, tworzy sztukę? Skąd tyle teorii, systemów filozoficznych? Dlaczego tylko my szukamy odpowiedzi na podobne pytania? Dlaczego tylko człowiek kocha?
I przy tym pytaniu ateiści zaczynają mi tłumaczyć, że miłość to procesy biologiczne, chemia i popędy. Nie – procesy biologiczne to tylko jeden z wielu skutków zakochania człowieka. Gdyby „miłość” była tylko procesem przyrodniczym zmierzającym do zapewnienia przetrwania gatunków ludzkiemu, to nasz świat nie wyglądałby tak jak dziś. Każdy mężczyzna byłby gwałcicielem. No tak! Gwałt zaspokajałby popędy obojga płci oraz zapewniłaby przedłużenie gatunku. Kobiety są słabsze od mężczyzn pod względem siły fizycznej, dlatego nie byłyby w stanie się obronić. Wszystkie warunki ateistycznej teorii spełnione. Podobnie jak to jest u zwierząt. Analogiczne pytania można mnożyć. Odpowiedź jest jedna: miłość, rozumiana nie jako proces biologiczny, ale jako cel życia człowieka wpisany w nasze istnienie przez Stwórcę – Boga, który jest miłością i dlatego może dawać tylko miłość. Tę odpowiedź wierzący wciąż odkrywa na nowo, przez całe swoje życie.
Werner Karl Heisenberg – współtwórca mechaniki kwantowej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki – powiedział: „Pierwszy łyk ze szklanki nauk przyrodniczych zrobi z ciebie ateistę, zaś na dnie tej szklany czeka na ciebie Bóg.”. Wtóruje mu wspomniany przeze mnie wcześniej mikrobiolog L. Pasteur: „Trochę wiedzy oddala od Boga, dużo – sprowadza do Niego z powrotem.”
Kolejna wypowiedź jednego z moich rozmówców-ateistów:
„Kolejnym absurdem jest doszukiwanie się sensu w naszym istnieniu. Uważam, że jest to przejaw egocentryzmu i megalomanii. Jak pisałem w innym komentarzu, sens życiu nadajemy my sami, a to, że żyjemy jest konsekwencją ewolucji wszechświata.”
To jest najbardziej przerażające w ateizmie. Współczuję człowiekowi, który idzie za rękę ze swoją żoną czy dziewczyną i myśli: „To nie miłość. To, że się zakochałem to efekt działania popędów, ślepego losu. To one mną sterują, na nic nie mam wpływu.”. Współczuję ateiście prowadzącemu swoje dzieci do szkoły i myślącemu: „Te dzieci to nie wynik miłości między mną, a żoną. To wynik popędów, nic ode mnie nie zależy”. Przy okazji współczuję i dzieciom i żonie. Rozpacz ateisty, który jest przekonany, że żyje tylko dlatego, bo ślepy los natury tak chciał, bo jest sterowany przez naturę i popędy, niedługo umrze i jego istnienie w gruncie rzeczy nie ma jakiegokolwiek znaczenia. W takim razie po co to wszystko: wysiłki, starania, walka o przeżycie, energia, praca, nadzieja, miłość, pragnienie życia, istnienie wszechświata? Jeden wielki bezsens, jeden wielki przypadek...?
Nieomylność nauki?
Ile było teorii naukowych, uznawanych przez lata za poprawne, a nastepnie okazywało się, że są fałszywe lub chociaż nie do końca poprawne? My poprawiamy osiągnięcia poprzednich pokoleń, następni przyjdą i będą nas poprawiać. Czy naprawdę chcesz zbudować swoje życie na tak kruchym fundamencie? Czy to jest w ogóle możliwe? Gdy odejdzie ktoś bliski, gdy przyjdą klęski żywiołowe, gdy stracimy majątek, na który pracowaliśmy całe życie, gdy dziewczyna odejdzie – co nam zostaje? Alkohol? Narkotyki? Szubienica? Kto nam pomoże? Kto jest odpowiedzią na pytanie naszego życia?
„Jezus powiedział do tłumów: Każdego kto słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który zbudował swój dom na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo był zbudowany na skale. Każdego zaś, kto słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. I dom runął, a upadek jego był wielki". Gdy Jezus mówił, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie [którzy mieli tylko wiedzę].” – fragment Ewangelii wg św. Mateusza, rozdział 7.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



