13 maja 2011

Co ateiści zawdzięczają Kościołowi? cz. I

To był szok. Świat podążył w zupełnie nowym kierunku. Zmieniły się serca ludzi, bo oto na Ziemię przyszedł sam Bóg. Nie jako bogaty władca, otoczony zastępami sług czy żołnierzy, w przepychu i bogactwie. Nie jako Stwórca, choć jest Stwórcą. Przyszedł jako Jeden z Nas! We wszystkim podobny do nas, oprócz grzechu. Bo umarł za nasze grzechy i śmierć pokonał!

Od tego momentu Jego Ewangelia głoszona jest na całym świecie. Ta szalona rewolucja objęła cały świat. Przyjście Boga nie mogło zostać dla całego świata obojętne. Czas odpowiedzieć sobie na jedno konkretne pytanie:

Co każdy człowiek, bez względu na to czy jest ateistą czy wierzącym, zawdzięcza Kościołowi Chrystusa, który głosi Jego naukę całemu światu?

Początek średniowiecza to upadek cywilizacji. Zachodnia część Imperium Rzymskiego zostaje zdobyta przez barbarzyńskie plemiona z północy, głównie Germanów. To oni niszczą i plądrują, panując nad terenami dzisiejszej Europy Środkowej i Zachodniej. Cywilizacja umiera, ginie, wydawałoby się – bezpowrotnie.
Imperium Rzymskie tego nie przerwało. Za to Kościół funkcjonujący w jego granicach i poza granicami – przetrwał. Zgodnie z obietnicą Chrystusa „… a bramy piekielne go nie przemogą” Kościół musi istnieć. Nauka Chrystusa jest uniwersalna w przeciwieństwie do islamu, judaizmu czy jakiejkolwiek innej religii. Nawracają się nie tylko mieszkańcy starego Imperium Rzymskiego, ale też nowo przybyli barbarzyńcy. Agresywni, dzicy, brutalni. Do nich Chrystus także kieruje swoją Ewangelię. Owoce pojawiają się bardzo szybko: Imperium Karola Wielkiego, początki Francji, Niemiec, państw włoskich. Zjawisko renesansu karolińskiego, czyli pierwszy od czasów upadku Rzymu rozkwit nauki, sztuki i kultury dzieje się właśnie w państwie rządzonym przez świeżo nawróconych władców barbarzyńskich (Karol Wielki).

PISMO I EDUKACJA
Rodzi się nowa cywilizacja, czerpiąca pełnymi garściami z dorobku starożytnych Rzymian i Greków. Jednak ze względu na ogromne zniszczenia i brak znajomości łaciny czy greki, dostęp do osiągnięć tych kultur był poważnie utrudniony. W tamtych czasach umiejętność pisania i czytania posiadali jedynie księża (z pisaniem i czytaniem miał nawet problem sam Karol Wielki), aby czytać i objaśniać wiernym Słowo Boże. Dlatego głównie oni byli zatrudniani w kancelariach królewskich, przez co tworzyli świecką administrację. Przez kilka stuleci w przyklasztornych bibliotekach i scriptoriach tysiące mnichów przepisywało antyczne manuskrypty dzięki czemu ocalono dorobek starożytnej literatury i nauki przed niszczącymi najazdami barbarzyńców. To duchowni przynieśli pismo na tereny wszystkich państw, które przyjmowały chrzest, w tym także do Polski, wraz z całą wiedzą zawartą w ówczesnych księgach i manuskryptach. Gdyby nie Kościół stracilibyśmy jedyny klucz do skrzyni z bogactwami cywilizacji Rzymskiej, a więc znajomość łaciny. To dzięki Kościołowi pismo to, mimo że nie istniał już naród, który je wytworzył, funkcjonowało przez wieki w całej Europie. Uniwersalny język a także uniwersalne wartości wywodzące się z Ewangelii integrowały cały Kontynent.

Księża znający pismo nie chcieli zachować tej elitarnej wtedy umiejętności i wiedzy tylko dla siebie (a przecież mogli tak zrobić…), dlatego prowadzili też szkoły parafialne. Stały się one fundamentem powszechnego szkolnictwa nie znanego wcześniej żadnej innej cywilizacji. Ludzie kształceni przez księży, odczuwający potrzebę jeszcze lepszego poznania nauk, tworzyli zapotrzebowanie na powstanie szkół wyższych, czyli uniwersytetów (prawo popytu i podaży).
Stworzenie przez Kościół uniwersytetów dało początek międzynarodowej społeczności naukowej, która położyła fundamenty pod późniejszą rewolucję naukową. Jak określił to jeden z badaczy, w średniowieczu Kościół był "jedyną instytucją w Europie, która wykazywała ciągłe zainteresowanie kultywowaniem i pielęgnowaniem wiedzy"[1].

NAUKA
Wolny i nieskrępowany sposób, w jaki toczyła się debata intelektualna w ówczesnych ośrodkach akademickich, nadal budzi powszechny podziw historyków. Zachwyt nad ludzkim umysłem i jego możliwościami, oddanie się rygorystycznej i racjonalnej debacie, a także promowanie intelektualnych poszukiwań i wymiany naukowej - a wszystko to pod patronatem Kościoła - stanowiło podwaliny rewolucji naukowej, jaka miała miejsce w zachodniej Europie[2]. o Kościół poszerzył wachlarz nauk o nową dyscyplinę – teologię - a także o nowe nurty w filozofii, które odcisnęły gigantyczne piętno na całej nauce czy kulturze.

Wkład Kościoła katolickiego w rozwój nauki znacznie wykraczał poza kształtowanie myśli teologicznej, sięgał bowiem do badań naukowych prowadzonych przez znakomitych uczonych, z których wielu było osobami duchownymi. I tak dla przykładu, Nicholas Steno, ksiądz katolicki, uważany jest często za ojca geologii. O. Atanazjusz Kircher położył podwaliny pod egiptologię. O. Giambattista Riccioli jako pierwszy dokonał pomiaru przyspieszenia wolno spadającego ciała. Z kolei rozwój współczesnej teorii atomowej przypisuje się często o. Rogerowi Bośkovićowi. I pomyśleć, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej[2]. L. Heilbron z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley pisał:
"Kościół rzymskokatolicki przeznaczył więcej wsparcia i pomocy finansowej na rzecz rozwoju astronomii przez okres sześciuset lat (od czasu odrodzenia nauki antycznej w późnym średniowieczu do oświecenia) niż jakakolwiek inna instytucja lub prawdopodobnie wszystkie instytucje razem wzięte".
Do rozwoju nauki i techniki w średniowieczu w dużym stopniu przyczyniły się zakony. W okresie średniowiecza benedyktyni upowszechnili na ogromną skalę praktyczną wiedzę z dziedziny techniki upraw ziemi, hodowli bydła i koni, pszczelarstwa, sadownictwa i zielarstwa[3]. Jeden z mediewistów stwierdził, że „każdy klasztor benedyktyński był jednocześnie szkołą rolniczą dla całego regionu"[4]. Wśród benedyktynów nie brakowało wynalazców: najbardziej znani to Guido z Arezzo - twórca nowoczesnego zapisu nutowego czy Gerbert z Aurillac (późniejszy papież Sylwester II) - twórca pierwszego mechanicznego zegara. Cystersi rozwinęli technologię budowy młynów wodnych, metalurgię i hutnictwo szkła[3]. Zakon jezuitów wniósł duży wkład w rozwój fizyki eksperymentalnej, astronomii, geomagnetyzmu, meteorologii, a także kartografii[5]. Zdominowali oni badania nad trzęsieniami ziemi do tego stopnia, że sejsmologia zyskała wręcz miano "nauki jezuitów". Mało kto wie, że aż trzydzieści pięć kraterów na księżycu zostało nazwanych na cześć jezuickich naukowców i matematyków. Utrwalali oni swój naukowy dorobek w ogromnych encyklopediach, dzięki którym upowszechniano wyniki badań. W XVII wieku prawie wszystkie traktaty z dziedziny optyki wyszły spod pióra jezuitów[6]. Ponadto za sprawą jezuickich misjonarzy zachodnia nauka dotarła do Chin i Indii.

Katoliccy duchowni położyli podstawy także pod wiele innych, nowych dziedzin wiedzy. Na przykład Franciszkanin Roger Bacon uznawany jest za prekursora współczesnej metodologii nauk, a o. Francisco de Vitoria za twórcę podstaw współczesnego prawa międzynarodowego. Podkreśla się też duży wkład scholastyków w rozwój ekonomii (m.in. teoria pieniądza Jana Buridana, teoria monetarna Mikołaja z Oreseme, teoria subiektywnej wartości Pierre de Jean Olivi, Luis de Molina, kard. Juan de Lugo)[3]. Jeden z najbardziej wpływowych ekonomistów XX wieku Joseph Schumpeter, stwierdził, że późnych scholastyków powinno uważać się za założycieli naukowej ekonomii[7].

Spośród papieży do największych propagatorów nauki należeli: Benedykt XIV zwany papieżem uczonych, Sylwester II, Klemens XI, a także Jan XXI (Piotr Hiszpan) – wybitny logik, autor dzieła Summulae logicales.

Zachęcam do przeczytania drugiej części artykułu "Co ateiści zawdzięczają Kościołowi? cz. II".
A oto bibliografia. Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 - racjonalista.pl
żart ^^

Przypisy:
[1] Lowrie J. Daly, The Medieval University 1200-1400, New Jork 1961, s. 4.
[2] http://archidiecezja.lodz.pl/wolborz/czytaj.php?tekst=fobia/niezastapiony.txt
[3] Thomas Woods, Jak Kościół katolicki zbudował zachodnią cywilizację, Kraków 2006.
[4] Aleksander Clarence Flick, The Rise of the Mediaeval Church, New Jork 1909, s. 223.
[5] Agustin Udias, Searching the Heavens and the Earth: The History of Jesuit Observatories, Dordrecht 2003, s. 53.
[6] William B. Ashworth Jr, Catholicism and the Early Modern Science, [w:] David C. Lindberg, Ronald L. Numbers, God and Nature s. 154.
[7] Joseph A. Schumpeter, History of Economic Analysis, New York 1954, s. 97.

3 maja 2011

Co ateiści zawdzięczają Kościołowi? cz.II

MORALNOŚĆ
Jednak Kościół dał światu przede wszystkim Pismo Św. Dekalog, Ewangelia, święci, stanowiący wzór postępowania, zatrzymali proces barbaryzacji społeczeństwa. Chrystus przyszedł ze swoją nauką do kultur, które negowały wartość kobiety (np. w judaizmie kobiety na ogół nie brały udziału w kulcie czy życiu publicznym). Jednak Chrystus, nie mając względu na osoby, dokonał pełnego równouprawnienia kobiety i mężczyzny, nie zacierając przy tym naturalnych różnić między nimi. Żeby zdać sobie sprawę jak rewolucyjne były to hasła, wystarczy porównać o 6 wieków młodszy islam, geograficznie przecież zbliżony do chrześcijaństwa.

Niezgodne z nauką Chrystusa było także niewolnictwo. Już gminy chrześcijańskie w czasach rzymskich same wyzwalały niewolników (manumissio in ecclesia) za zebrane przez siebie pieniądze[1], a pierwsi cesarze rzymscy, którzy przyjęli naukę Chrystusa, ograniczali niewolnictwo za pomocą ustawodawstwa. Po raz kolejny Kościół spowodował rewolucję, która była nie do pomyślenia jeszcze kilka wieków wcześniej - tak powszechne w czasach rzymskich niewolnictwo było prawie nieobecne w średniowiecznej Europie.

Zanegowanie magii i innych okultystycznych praktyk odebrało pracę plemiennym szamanom itp. a dało podstawy do rozwoju nowej, profesjonalnej medycyny, która zgodnie z zasadami Ewangelii ma służyć człowiekowi. Ponadto Kościół od początku swojego istnie był i jest największą na świecie organizacją charytatywną.


Ale to tylko kilka z wielu przykładów rewolucyjnych zmian w społeczeństwie. Przemoc wśród ludów barbarzyńskich oraz w średniowieczu była na porządku dziennym. Nie znano wtedy instytucji policji, sądy były na ogół niedostępne dla zwykłych ludzi. Na porządku dziennym były walki rycerskie, napady i zajady, jako najskuteczniejsze sposoby rozwiązywania „sporów”. Co na to Kościół? Piąte przykazanie: „nie zabijaj”! Nową moralność wprowadzano na różne sposoby, np. poprzez „pokoje boże” (Treuga Dei). Były to określone dni w które zakazywano krwawych starć i prywatnych wojen. Na początku były to niedziele, potem także i inne święta w roku, potem kolejne dni tygodnia, aż zaczęły obejmować większość dni w roku :) [3]

PRAWO
Kolejne zagadnienie: prawo jako podstawa naszej cywilizacji. Na miejsce zabobonnych ordalii (sądów bożych), charakterystycznych dla prawa germańskiego, duchowni starali się wprowadzić racjonalne procedury sądowe i bardziej cywilizowane rozwiązania prawne[2]. Ponadto to właśnie Papieżom zawdzięczamy powszechne wprowadzenie obowiązkowego obrońcy z urzędu[4].

Na początku średniowiecza tylko Kościół dysponował kodeksami prawa kanonicznego (powstałego na bazie rozwiązań jurysprudencji rzymskiej). Był to pierwszy jednolity i ponadnarodowy system prawa. To właśnie na nim wzorowali się władcy, tworząc prawo krajowe i własne kodyfikacje. Kościół służył nie tylko wzorem kodeksu, ale także gotowymi rozwiązaniami prawniczymi oraz wiedzą duchownych-prawników. Także Kościół ułatwił recepcję prawa rzymskiego w Europie, na którym opiera się większość współczesnego prawa (zwłaszcza cywilnego). Jak komentuje teoretyk prawa Harold Berman:
To właśnie Kościół po raz pierwszy pokazał Zachodowi współczesny system prawny. Wcześniej Kościół nauczał, iż analiza i synteza doprowadzić nas mogą do pogodzenia sprzecznych zwyczajów, ustaw i doktryn.
SZTUKA
Wpływ Kościoła na rozwój sztuki: malarstwa, muzyki, architektury czy literatury to kolejny temat rzeka nadający się na osobną pracę, który tu potraktuję bardzo oględnie. Np. w czasach renesansu dostojnicy kościelni materialnie wspierali rozwój sztuki (nie tylko sakralnej). Papieże otaczali opieką takich twórców, jak Michał Anioł, Rafael, Francesco Borromini czy Leonardo da Vinci. Jednymi z największych mecenasów byli Aleksander VI i Juliusz II. W dobie kontrreformacji Kościół katolicki inspirował kształtowanie się nowego stylu w architekturze i sztuce – baroku.

CYWILIZACJA CHRZEŚCIJAŃSKA VS CYWILIZACJA ŚMIERCI
Kościół mógł zmieniać rzeczywistość dzięki autorytetowi, jaki miał w społeczeństwie. To właśnie dlatego Europa mogła wejść w najlepszy okres swojego rozwoju. Panować na lądach i morzach całego świata, wyprzedzać technologicznie wszystkie inne cywilizacje. Chrześcijaństwo zastało Europę zniszczoną po upadku zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, po której szalały plemiona barbarzyńców. Pod koniec średniowiecza, a więc zaledwie kilka wieków później Europa była najsilniejsza jak nigdy przedtem ani potem. Silna pozycja Kościoła i jego wpływ na życie codzienne zwykłych ludzi dało nieocenione korzyści dla całej społeczności.

Dziś Kościół działa tak samo, jak działał w średniowieczu. Wciąż na przekór światu głosi naukę Chrystusa walcząc także z nowymi zagrożeniami jak np. z morderstwami aborcji, eutanazji, grzechem homoseksualizmu, sprzeciwiając się antykoncepcji czy feminizmowi. Kościół jak zawsze walczy o człowieka i o trwałość jego rodziny.
Dziś jako Kontynent stoimy przed wyborem: cywilizacja chrześcijańska czy cywilizacja śmierci. Walka trwa.
Środowiska ateistyczne, którym jako cywilizacja prawie nic niezawdzięczany, próbują zniszczyć autorytet Kościoła, zmieszać z błotem jego hasła, wartości i idee. To właśnie przez nich cywilizacja europejska zmierza ku zagładzie. Jesteśmy już w schyłkowej fazie naszego rozwoju. Dziś nawet cała Unia Europejska nie jest w stanie wyprzedzić gospodarczo USA, Chin czy Japonii. Pod względem rozwoju nauki odłączamy się od światowej czołówki. Antykoncepcja, powszechne środki hormonalne itd. współodpowiadają za tryumf wielu chorób cywilizacyjnych np. raka. Także poprzez antykoncepcję, powszechne aborcje i eutanazje oraz „paniczny strach przed dziećmi” zmierzamy ku zagładzie pod względem demograficznym. Za kilka lat nasze kraje zdominuje ludność islamska (już dziś tak się dzieje w wielu regionach Europy, np. na przedmieściach Francji czy w Niemczech). A wraz z nimi przyjdą też ich metody, ich moralność (ateizm i każdy przejaw opozycji jest karany śmiercią). Takie są koszty zrezygnowania z wiary, która nas ukształtowała. Takie są koszty zrezygnowania z cywilizacji chrześcijańskiej na rzecz cywilizacji śmierci. Ale ateista tego nie rozumie. On będzie tylko kontestował, pasożytniczo korzystał z osiągnięć i wartości ukształtowanych przez wiarę i ludzi wierzących, jednocześnie je niszcząc. Ateizm jest absolutnie destrukcyjny.

PODSUMOWANIE
Sporo tego, nie? A wszystko to, co dotąd przeczytaliście to i tak tylko czubek góry lodowej.

Zastanówmy się przez chwilę: Dlaczego ateiści tego nie dostrzegają? dlaczego nie znalazł się ani jeden ateista, który by napisał podobną pracę jak ja, w imię racjonalizmu, czyli zasady obiektywnego poszukiwania prawdy, a więc ujęcia problemu nie tylko z jednej, ograniczonej perspektywy…? Dlaczego ateiści nigdy nie okażą wdzięczności wierzącym…? Dlaczego są tak mocno zaślepieni nienawiścią, że niedostrzeganą jak ogromny jest dorobek ludzi wiary, Kościoła, jak bardzo wpłynął on na kształtowanie się naszej cywilizacji, a więc i na naszą tożsamość…?

Więc czas na mały eksperyment. Teraz zróbmy to co ateiści czyli zanegujmy – wyobraźmy sobie nasz świat bez tych wszystkich osiągnięć i wartości, które wszyscy zawdzięczamy Kościołowi…
Ateizm to pogląd, który neguje. Zawsze stawia skończoność i ograniczoność w miejsce tego, co nieskończone i nieograniczone. Dlatego ateizm w konsekwencji degeneruje człowieka. Niewiara sama z siebie kompletnie nic nie daje. To, że ateiści mogą normalnie funkcjonować w społeczeństwie nie wynika z jakichś ateistycznych wartości (bo takie nie istnieją). Ateiści są ukształtowani przez społeczność w jakiej się wychowali. Są uformowani przez tradycję, historię, a przez to także religię wyznawaną w tej społeczności.
…teraz już rozumiecie?

PS Nie zastanawiając się długo podałem wiele przykładów. Jeśli macie kolejne pomysły, dopisujcie w komentarzach. Niech komentarze na tym blogu posłużą czemuś konstruktywnemu, żebyśmy jeszcze lepiej zrozumieli kim jesteśmy i jak ukształtowała się nasza cywilizacja, bez względu na to czy wierzymy, czy nie.

Przypisy:
[1] Antoni Dębiński, Rzymskie prawo prywatne - kompendium, Warszawa 2008, s.143-145.
[2] Wacław Uruszczak, Historia państwa i prawa polskiego. Tom I (966-1795), Warszawa 2010.
[3] http://wmachura.webpark.pl/page94.html
[4] www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110226&typ=my&id=my11.txt<
Dodatkowo wiedzę czerpałem z  Norman Davies, Europa, Kraków 2008.

30 kwietnia 2011

Teoria ewolucji a stanowisko Kościoła

Często w rozmowach z ateistami poruszany jest aspekt teorii ewolucji. W moim mniemaniu urósł już on niemal do rangi „ateistycznej religii” (czego dowody są widoczne choćby w komentarzach na tym blogu) - teoria ewolucji daje odpowiedzi na nieomal wszystkie pytania, poczynając od powstania świata, przez przyrodę, na człowieku kończąc. Używanie tego argumentu ma oczywiście na celu uzasadnienie, że Kościół myli się w ww. kwestiach, z tego tylko względu, że jego twierdzenia są „nienaukowe”, co w rozumieniu wielu ateistów oznacza po prostu „błędne”. Ateiści często podają za przykład opis stworzenia człowieka, który zawiera Księga Rodzaju, konfrontując go z odkryciami ewolucjonizmu. Stawianie jednak teorii ewolucji i nauczania Kościoła po przeciwnych stronach jest wg mnie błędem i wynika z niezrozumienia albo założeń teorii spopularyzowanej przez Darwina, albo stanowiska Kościoła.

Teoria ewolucji1

Darwinizm
Najbardziej znanym i najbardziej zasłużonym w dziedzinie teorii zmienności jest oczywiście Karol Darwin. Głównym założeniem jego teorii (zw. darwinizmem) jest dobór naturalny. Wynika on ze zmienności cech każdego przedstawiciela gatunku, w związku z czym ulega on naturalnej selekcji. Teoria doboru naturalnego opiera się na pięciu filarach:
· zmienności -przedstawiciele gatunku różnią się pewnymi szczegółami (odmiany)- można więc wnioskować, że gatunki pierwotnie także były odmianami jakiegoś „szerszego” gatunku i dopiero później się wyodrębniły
· nadprodukcji- gdyby wszystkie wytwarzane zarodki mogły się rozwinąć, bardzo szybko pokryłyby całą ziemię. Dotyczy to zarówno roślin, jak i zwierząt
· względnej stałości liczbowej- mimo, iż występuje nadprodukcja, istnieje tendencja do utrzymywania stałej liczebności gatunku
· „walki o byt” – wniosek z zasady nadprodukcji- wszystkie zarodki nie mogą się rozwinąć, a więc istnieje współzawodnictwo w obrębie gatunku
· przetrwanie najlepiej przystosowanych- skutek walki o byt. Każda jednostka dąży do korzystnej zmiany, która pozwoli jej utrzymać się przy życiu.
Należy dla jasności dodać, że tym prawom podlega, w świetle teorii Darwina, również gatunek ludzki (poświęca on jemu nawet osobną rozprawę „O powstaniu człowieka”). Nadmienienie to jest ważne ze względu na to, że Kościół, przy wyrażaniu swojego stanowiska, dotyka przede wszystkim aspektu ewolucji w odniesieniu do człowieka.

Stanowisko Kościoła

Encyklika „Humani generis” (1950)
Jest ona pierwszym oficjalnym wyrażeniem poglądu nt. teorii ewolucji przez Kościół. Jak wynika z tytułu, porusza ona aspekt człowieka w tej teorii. Papież Pius XII nie odrzuca ewolucjonizmu, jednak zaleca krytyczność w jego przyjmowaniu, podkreślając, że nie może być on sprzeczny z dogmatami Kościoła. Oto fragment „Humani generis” , który rzuca światło na tę sprawę:

Nie zakazuje więc kościelny Nauczycielski Urząd, by teoria ewolucjonizmu, o ile bada, czy ciało pierwszego człowieka powstało z istniejącej poprzednio, żywej materii - że bowiem dusze stwarzane są bezpośrednio przez Boga, tego niewątpliwie uczy nas katolicka wiara - stała się przedmiotem dociekań i dyskusji uczonych obydwu obozów, zgodnie z obecnym stanem nauk ludzkich i świętej teologicznej wiedzy. Te dyskusje jednak powinny być tak prowadzone, żeby racje obydwu stron, tak zwolenników jak przeciwników ewolucjonizmu roztrząsane były i oceniane poważnie, z miarą i umiarkowanie, a nadto, żeby obie strony gotowe były poddać się sądowi Kościoła, któremu Chrystus zlecił obowiązek, zarówno autentycznego wykładania Pisma, jak strzeżenia dogmatów wiary.

Teoria ewolucji nie stoi więc w sprzeczności z nauką Kościoła, o ile nie chce się w niej udowadniać powstania duszy ludzkiej drogą ewolucji. Taka materialistyczna koncepcja ewolucji jest dla katolika nie do przyjęcia, jako że jest sprzeczna z wiarą w niezmienność duszy oraz jej indywidualny charakter wynikający z aktu stwórczego Boga. Pojęcie ‘dusza’ należy w tym kontekście rozumieć, jako coś, co sprawia, że ciało, które ożywia i kształtuje, jest człowiekiem.2 Nie należy więc z nią utożsamiać ani mózgu człowieka (jest on tylko narzędziem, przez które dusza działa), ani jego psychiki.3 Nie ma więc sensu udowadnianie, że dusza ludzka jest wynikiem ewolucji, gdyż mózg czy psychika człowieka ewoluowała z poziomu zwierzęcego na taki, który nazywamy ludzkim. Ani bowiem psychika ani mózg nie stanowią istoty duszy. 
Papież przestrzega również przed nadmiernym rozszerzaniem stosowania pojęcia ewolucji, wręcz na cały kosmos. Pisze on:
Są mianowicie najpierw tacy, którzy system tzw. ewolucji, nawet w dziedzinie nauk przyrodniczych dotąd niezbicie nie udowodniony, nieroztropnie i bez zastrzeżeń stosują do wytłumaczenia początku wszechrzeczy, przyjmując śmiało monistyczne i panteistyczne wymysły o świecie całym, nieustannej ewolucji podległym. Tą właśnie hipotezą posługują się chętnie zwolennicy komunizmu, aby skuteczniej rozszerzać i naprzód wysuwać swój dialektyczny materializm, który wszelką ideę Boga z umysłów całkowicie wyplenia.”

Zawarta została tu także krytyka pojmowania ewolucji, jako prawa nadrzędnego, praprzyczyny wykształtowania się świata. Taka teoria charakteryzuje się uznaniem braku celowości ewolucji (nie kieruje nią Rozumna Przyczyna), czego nie może przyjąć osoba wierząca. Dopuszczalnym poglądem jest uznanie Boga za Pierwszą Przyczynę, która przyczyny drugorzędne, których skutkiem jest ewolucja, podtrzymuje w działaniu. 4

Przesłanie Ojca Świętego Jana Pawła II do członków Papieskiej Akademii Nauk (1996)
Jest to z kolei najbardziej aktualne stanowisko dotyczące omawianego tematu. Papież w swoim przesłaniu odnosi się do encykliki swojego poprzednika Piusa XII. Podkreśla on, że Kościół musi odnosić się do najnowszych badań naukowych (w tym przyrodniczych) i z zachowaniem niezmiennych Prawd „precyzyjnie określić właściwy sens Pisma, odrzucając bezpodstawne interpretacje, które przypisują mu to, co jest sprzeczne z jego intencjami.” Papież zauważa także, że teoria, w świetle postępujących badań, musi być brana pod uwagę, jako bardziej wiarygodna, niż w czasach Piusa XII, jednak nie można jej przyjmować bezkrytycznie, zwłaszcza, że „należy mówić nie tyle o teorii, co raczej o teoriach ewolucji” ze względu na jej coraz różniejsze interpretacje.5

Jan Paweł II wypowiada się także na temat miejsca człowieka w teorii ewolucji. Ważnym stwierdzeniem jest:
„(…)jednostka ludzka nie może być podporządkowana gatunkowi ani społeczeństwu jako środek czy narzędzie, gdyż ma samoistną wartość. Jest osobą. Dzięki swej inteligencji i woli jest zdolna tworzyć z bliźnimi więzi wspólnoty i solidarności, potrafi złożyć dar z siebie.”

Podkreślona więc została godność człowieka, wynikająca z tego, że jest on szczególnym dziełem Boga- niewynikającym z przypadku, a także z istnienia w człowieku stworzonej przez Boga duszy. Zaprzeczenie ewolucji duszy nie równa się zaprzeczeniu teorii ciągłości fizycznych zmian ciała ludzkiego na drodze ewolucji, o czym mówi Papież we fragmencie:
„W przypadku człowieka mamy zatem do czynienia z różnicą natury ontologicznej, można wręcz powiedzieć - ze ,,skokiem'' ontologicznym. Czy jednak głosząc tę tezę o nieciągłości ontologicznej nie negujemy owej ciągłości fizycznej, która wydaje się stanowić nić przewodnią badań nad ewolucją, podejmowanych na płaszczyźnie fizyki i chemii? Analiza metody stosowanej w różnych dziedzinach wiedzy pozwala pogodzić ze sobą dwie wizje, które mogłyby się wydawać całkowicie sprzeczne. Nauki doświadczalne z coraz większą dokładnością badają i opisują wielorakie przejawy życia umieszczając je na skali czasowej. Moment przejścia do sfery duchowej nie jest przedmiotem obserwacji tego rodzaju. Może ona jednak ujawnić - na płaszczyźnie doświadczalnej - cały zespół bardzo ważnych oznak specyficzności istoty ludzkiej. Natomiast doświadczenie poznania metafizycznego, samoświadomości i zdolności do refleksji, sumienia i wolności czy wreszcie doświadczenie estetyczne i religijne należą do sfery analizy i refleksji filozoficznej, podczas gdy teologia odkrywa ich sens ostateczny, zgodny z zamysłem Stwórcy.”

Podsumowując…
Wcale nie jest tak, że Kościół sprzeciwia się ewolucjonizmowi. Musi jednak zachować pewien dystans do osiągnięć nauki, które nie zostały jeszcze ostatecznie potwierdzone- pozostają w sferze teorii (choćby bardzo zaawansowanej). Stanowisko Kościoła opiera się przede wszystkim na zgodności postulowanych prawd przyrodniczych z Prawdami Objawionymi (jak np. Pismo Święte), stanowiącymi fundament jego funkcjonowania. Traktowane są one jako niezmienne i pewne i dlatego w razie wystąpienia realnej sprzeczności Prawd Objawionych i teorii naukowych (jak ww. koncepcja „ewolucji duszy” wobec Prawdy o stwarzaniu duszy przez Boga ), Kościół skłania się ku tym pierwszym.

Gratuluję tym, którzy dobrnęli do końca oraz pozdrawiam wierzących i jeszcze nie :)
Przypisy:
1. Głównie na podstawie Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 41-75
2. Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 416
3. http://mateusz.pl/pow/020206.htm
4. Philip G. Fothergill, Chrześcijanie wobec ewolucji, PAX , Warszawa 1966, s. 419
5. Cytaty w tej części tekstu pochodzą z tytułowego „Przesłania” JPII

25 marca 2011

Ateizm - negacja, pustka.

Ateizm to pogląd, który neguje. Zawsze stawia skończoność i ograniczoność w miejsce tego, co nieskończone i nieograniczone. Dlatego ateizm w konsekwencji degeneruje człowieka. Niewiara sama z siebie kompletnie nic nie daje. Ona umie tylko negować i kontestować. To, że ateiści mogą normalnie funkcjonować w społeczeństwie nie wynika z jakichś ateistycznych wartości (bo takie nieistnieją). Ateiści są ukształtowani przez społeczność w jakiej się wychowali. Są uformowani przez tradycję, historię, a przez to także religię wyznawaną w tej społeczności.
Dla każdego logicznie myślącego człowieka, który zna przynajmniej podstawy historii oczywistym jest, że to dzięki Kościołowi znamy alfabet łaciński. W czasach gdy rozpadło się Imperium Rzymskie na Zachodzie, a Europę zalały plemiona barbarzyńskie, jedynie duchowni potrafili pisać oraz czytać i te umiejętności przekazywali kolejnym pokoleniom. Gdyby nie Kościół, alfabet w łaciński poszedłby na wieki w zapomnienie, a wraz z nim całe bogactwo kultury łacińskiej zawarte w różnego rodzaju pismach. To dzięki Papieżom mamy dzisiaj instytucję obrońcy podczas rozpraw sądowych. A architektura i sztuka? Prawa człowieka, poszanowanie godności osoby ludzkiej? Przykłady można mnożyć w nieskończoność, więcej na ten temat napisałem tutaj.
Dlatego w pewnym sensie ateiści są pasożytami, którzy żerują na wartościach wyznawanych przez innych, nie wnosząc w społeczeństwo żadnych własnych przekonań, które bezpośrednio wynikałyby z ateizmu. Bo takowych po prostu nie ma. Wszystkie pozytywne wartości w jakie wierzą ateiści zostały ukształtowane w sposób całkowicie niezależny od tej ograniczającej człowieka postawy. Ateizm generuje jedynie negację i często agresję, co widać np. w komentarzach ateistów na temat Boga, wiary i Kościoła, które często dostaję także na moim blogu, a których z poczucia przyzwoitości z reguły nie publikuję.
Rodzi się pytanie: co musi się dziać w sercu człowieka, który wypowiada się w taki sposób? Czy ten człowiek naprawdę wierzy w to, że Boga nie ma? Skąd tyle agresji, nienawiści, niekończąca się determinacja w dyskutowaniu na temat wiary - czyli o rzeczywistości, której nigdy tak naprawdę nie doświadczył…?

Jedyną pożywką i usprawiedliwieniem dla ateistów są błędy w wyznawaniu wiary przez ludzi religijnych. Ateiści próbują żerować na tych błędach tworząc wizerunek religii jako opium, urojenia czy czegoś szkodliwego. Nie widzą, bo nie są w stanie dostrzec tego jak wiele pozytywnych wartości wnosi w życie społeczne i prywatne poprawnie przeżywana wiara w Boga.
Wiara religijna jest realną rzeczywistością, siłą która ma ogromny wpływ na życie ludzi. Niewiara religijna jest tylko brakiem wiary, jest brakiem czegoś co istnieje. Jeżeli mówimy o "istnieniu braku" to mówimy o "istnieniu pustki i nicości".


Ateiści zazwyczaj traktują wiarę jako zbiór jakichś dogmatów narzucanych ludziom przez Kościół. Całkowicie pomijają przy tym ten pierwotny, najważniejszy aspekt wiary, który wynika z doświadczenia egzystencjalnego jakim jest osobiste doświadczenie Boga objawiającego się człowiekowi. Ateiści utożsamiają wiarę z dogmatami traktując wiarę religijną jako swoistą ideologię, a Magisterium Kościoła jako swoiste manifesty ideologiczne. Odrzucając wiarę odrzucają coś, co wg nich jest tylko zbiorem jakichś prawd ideologicznych (dogmatów).

Według ateistycznych "racjonalistów" naukowe jest tylko to co jest racjonalne i sprawdzalne...

Z A T E M

…filozofia czy teologia nie są naukami, bo nie wszystkie ich tezy są sprawdzalne!

Ateistyczne ograniczenie polega na tym, że ateiści wszystko muszą mieć udowodnione. Tymczasem życie ludzkie nie składa się tylko z tego co udowodnione. Człowiek, który zawiera związek małżeński "na całe życie", podejmuje wiele poważnych decyzji kierując się jedynie wiarą i zaufaniem. Gdyby ktoś chciał mieć stuprocentową pewność, że nie zostanie zdradzony, żadne małżeństwo nie wchodziłoby w rachubę. To oczywiste i nikt z tego powodu nie twierdzi, że zawarcie małżeństwa jest czymś irracjonalnym. Trudno o bardziej dobitny dowód na ograniczony charakter decyzji dotyczącej wyboru ateistycznego racjonalizmu jako swojego światopoglądu.

Ateiści także muszą wiele rzeczy przyjmować na wiarę: np. wierzą w to że nauka odpowie na wszystkie pytania. Uwierzyli w nazizm i komunizm, wierzą mediom itp. W jedno tylko nie wierzą: nie wierzą w Boga!

Dlaczego nie wierzą w Boga?
Bo wtedy musieliby zgodzić się z tym, że nie są panami świata oraz własnego życia. Musieliby nauczyć się trochę autentycznej pokory. Musieliby zrezygnować ze swojego cwaniactwa i musieliby się nauczyć żyć pełnią własnego człowieczeństwa w zgodzie z Bogiem i ludźmi.

Ich droga życiowa jest jednak całkiem inna:
Ateiści łudzą się, że są całkowitymi panami samych siebie, że są mądrzejsi (racjonalniejsi) niż inni i bardziej wolni niż inni. Dzięki temu mogą swoje zwykłe indywidualistyczne cwaniactwo przedkładać ponad to, co wypracowały pokolenia innych ludzi i czerpać z tego cwaniactwa swoiste samozadowolenie. Oni tego nie zmienią za żadna cenę.

Pan Bóg stworzył każdego człowieka, więc decyzja o odrzuceniu Stwórcy nie może być dla nas obojętna. I nie jest, co pokazuje właśnie postawa ateistów. Ich serce i sumienie jest tak niespokojne, że są w stanie bez końca kontynuować rozmowy na temat wiary i Boga, w którego przecież nie wierzą (!). Nie zasną spokojnie, jeśli nie powiedzą ostatniego zdania w dyskusji. Potrafią w człowieku wierzącym, zwłaszcza w Kapłanach tendencyjnie dostrzegać samo zło i obłudę. Często łączy się to z wielką agresją i nienawiścią. Żyją własnymi wyobrażeniami na temat wiary, które wynikają z braku jej doświadczenia oraz własnego poczucia wyższości. Wciąż się indoktrynują - uwierzą w każdą bajkę, nawet najmniej prawdopodobną, byleby ta oczerniała Kościół, kapłanów czy wiernych. I wtedy już nie szukają dowodów, wtedy właśnie ateiści stają się wierzącymi. Są w stanie zafałszować historię, naukę czy prawdy wiary żeby tylko wykazać swoją rację. I wtedy już nie ma mowy o żadnym racjonalizmie. Nie wchodzą więc w grę żadne rozmowy z ateistami, gdyż tu nie chodzi o argumenty. Chodzi tylko o to, czy jesteś z Chrystusem, czy chroni Ciebie ogromna moc jego Sakramentów. Bo tylko Chrystus jest Prawdą i tylko Chrystus jednoczy.
Nauka Chrystusa, głoszona przez Kościół katolicki. Od ponad 2000 lat opierająca się naciskom opinii publicznej, zawsze płynąca „pod prąd”. Od ponad 2000 lat poniżana i wyśmiewana, stawiająca trudne wymagania, a mimo to kwitnąca w sercach miliardów wierzących. Ponadczasowa, ponadkulturowa. Pozornie bezbronna (ilu żołnierzy broni Watykanu?), a jednak niepokonana zgodnie z obietnicą daną nam przez Chrystusa: „(…) a bramy piekielne jej nieprzemogą!”. Niszczona przez schizmy, sekty i inne religie, a mimo to wciąż wolna od kłamstwa. Prawdziwa moc Chrystusa, nie wynika z ludzkich, a więc ułomnych dyskusji czy sporów. Ona wypływa wprost z Sakramentów, których Bóg udziela przez swój święty Kościół.

9 marca 2011

Wielki Post

Wielki Post - czas wyciszenia i skupienia się na własnej relacji z Panem Bogiem. Także dla mnie, więc raczej nie ma co liczyć na sporą ilość nowych wpisów na blogu czy na moderację komentarzy w najbliższym czasie. Głodnych kolejnych wpisów odsyłam na razie do tego bloga i zostawiam Was z Pneumą - jest moc ;)





Dziś zakończyliśmy też akcję 8. marca - Dzień Ofiar Feminizmu. Ponad 350 "lubiących to" na Facebooku w zaledwie kilka dni! Niesamowite, nie spodziewaliśmy się :) Chcemy teraz ogromnie wszystkim podziękować za udział w akcji, za wsparcie i przede wszystkim za modlitwę! Potęga modlitwy, to wspaniałe, że nie chcecie siedzieć z założonymi rękami. Co prawda Dzień Kobiet się skończył, ale jeśli czasem Wam się przypomni nasza akcja i te wszystkie intencje w których razem się modliliśmy, to wyciągnijcie Różaniec :)

4 marca 2011

8. marca dniem modlitw za ofiary feminizmu?

Feminizm podobnie jak homoseksualizm, pod przykrywką pozytywnie kojarzących się wartości takich jak „równość” czy „tolerancja”, jest manipulacją. To wynaturzenie, czyli przeciwstawienie się własnej naturze, całkowity brak akceptacji samej siebie. Jest to postawa buntu, który w przypadku feminizmu jest doskonale widoczny. Czy naprawdę trzeba krzyczeć, domagać się aborcji, propagować związki lesbijskie jako receptę na problemy w relacjach damsko-męskich, robić karierę kosztem rodziny i macierzyństwa? Czy tego pragnie każda kobieta...?
Dzień kobiet. Wiadomo: kwiaty, życzenia. Takie gesty są ważne, ale czy to nie za mało?

Wielka moc, jaka płynie z modlitwy do naszego Ojca, jest w stanie zdziałać niesamowicie wiele. Dlatego we współpracy z serwisem Fronda.pl przygotowaliśmy akcję 8. marca dniem modlitw za ofiary feminizmu. Oprócz intencji modlitwy oraz zaaranżowanej Tajemnicy Różańca znajdziecie na naszej stronie wiele informacji na temat problemu feminizmu, jak artykuły czy materiały wideo oraz możliwość dyskusji z innymi użytkownikami.

 Szczegóły akcji na stronie internetowej:



Serwis Fronda.pl napisał o naszej akcji - zachęcamy do przeczytania artykułu!

Sukces akcji - ponad 350 lubiących naszą akcję na Facebooku w zaledwie kilka dni! DZIĘKUJEMY!

23 lutego 2011

Mam dość, czyli stanowcze "nie" dla lobby feministycznego w naszym kraju

Mam dość! Dość tęczowych szopek, dość bzdur o prześladowaniu ze względu na orientację seksualną w naszym kraju. Jeżeli ktoś został pobity, niech to zgłosi na policję. Kara zostanie wymierzona nie ze względu na to czy ofiara to homoseksualista czy heteroseksualista, ale ze względu na szkodliwość czynu. Karzemy za czyny, nie za osoby! Każdy jest równy wobec prawa, nie zależnie od tego czy jest lewo- czy praworęczny, czy ma blond czy czarne włosy. Dość budowania fałszywego przeświadczenia przez media, że homoseksualiści są liczni i że są prześladowani. Czemu w mediach nikt nie publikuje świadectw osób, którym udało się wyleczyć z homoseksualizmu, jak na przykład to świadectwo lub to


Dość feminizmu! Mam dość działania feministek, które poprzez parytety próbują z naszej demokracji stworzyć ustrój totalitarny. Przecież w Polsce większość wyborców to właśnie kobiety! Jak dotąd nikt nie zabraniał i nie utrudniał płci pięknej startu w wyborach do władz. Niższy procent kobiet w Sejmie wynika tylko z wolnych, niczym niekrępowanych decyzji poszczególnych kobiet i z ich natury. Choć oczywiście mieliśmy już w krótkiej historii polskiego parlamentaryzmu wiele kobiet u władzy, np. premier Hannę Suchocką. Mieliśmy też Partię Kobiet, która umarła śmiercią naturalną, ponieważ Polacy nie głosują ze względu na kryterium płci. Feministki nie chcą dostrzec, że Polacy to naród, który nie wybiera ze względu na powierzchowne kryteria rasy czy płci, ale wybiera kandydata za to, jakim człowiekiem jest (lub jakim człowiekiem wydaje się być, ale to inna kwestia). Tak samo Barack Obama nie został wybrany prezydentem USA bo reprezentował uciskaną niegdyś mniejszość murzyńską , ale został wybrany dlatego, że większość Amerykanów uznała go za najlepszego kandydata bez względu na jego kolor skóry, płeć czy inne powierzchowne kryteria. To było prawdziwe zwycięstwo, nie z ulitowania się narodu nad słabszym, nie ze współczucia czy wyrzutów sumienia.

Czy naprawdę chodzi tu o dobro kobiet? Czemu żadna feministka nie protestuje przeciwko kreowanemu w mediach wizerunkowi kobiety, jako przedmiotu służącego do zaspokajania potrzeb seksualnych? Dlaczego zamiast ustawy parytetowej czy innych bzdetów prawnych nie przyniosą do Sejmu ustaw zakazujących pornografii czy nachalnej akwizycji środków antykoncepcyjnych u ginekologów, jako lekarstwa na każdy problem? Dlaczego nie rozpoczną kampanii informacyjnej na temat tego jak bardzo szkodliwe, a w szczególności rakotwórcze, są środki sztucznej antykoncepcji? Dlaczego feministki nie ostrzegają przyszłych matek jak drogie, mało efektowne  i przede wszystkim upokarzające dla kobiety jest stosowanie metody in vitro? Jakim ciosem moralnym dla matki jest aborcja i co to jest "syndrom poabrocyjny"? Może dlatego, że nikt za to feministkom nie płaci? Może dlatego, że sponsorami feministek są właśnie koncerny produkujące środki antykoncepcyjne, kliniki aborcyjne itp.? I nikomu tak naprawdę nie zależy na niczym innym, jak na władzy i pieniądzach...? Mam dosyć niszczenia polskich kobiet. Dość! 

Dość tworzenia sztucznych podziałów, dość stwarzanie problemów tam gdzie ich nie ma. Dość bzdur o nietolerowaniu homoseksualistów, dość bzdur o nierównym traktowaniu kobiet (przy okazji pytanie do moich czytelniczek: ile razy w życiu doświadczyłyście gorszego traktowania ze względu na płeć? - napiszcie w komentarzach) Dość kłócenia społeczeństwa, dość sztucznych podziałów na homoseksualistów i homofobów, dość podziałów na feministki i męskie szowinistyczne świnie, dość podziałów na ciemnogród i „postęp”. Polacy tego nie chcą i mówią „już dość!” (dla porównania podaję niezależne dane statystyczne: CBOS z 2008 roku oraz najnowsze badania GfK Polonia z 2010 roku).

Dość ataków i poniewierania mojego Kościoła Katolickiego przez wszystkie te grupy i powiązane z nimi ugrupowania polityczne. Dość poniżania jedynej organizacji, której mogę zaufać i która nigdy mnie nie zawiodła. Cóż, feministki nigdy nie będą w stanie zrozumieć, dlaczego więcej kobiet spotkamy w Kościele na niedzielnej Eucharystii niż na feministycznej manifestacjiMam także dość krytykowania Radia Maryja, dość poniżania naszych babć i dziadków, dość sztucznie wywoływanych konfliktów międzypokoleniowych, które są najprostszą drogą do wyniszczenia społeczeństwa. Dość wykańczania finansowego poprzez niekończące się procesy sądowe Polaków, którzy nie wstydzą się publicznie bronić tradycji i wartości chrześcijańskich jak np. Tomasza Terlikowskiego, Joanny Najfeld, dziennikarzy "Rzeczpospolitej" czy "Gościa Niedzielnego".

Mam dość pokazywania Polakom  za wzór rozwiązań innych krajów Unii Europejskiej, jak np. Czechów legalizujących narkotyki, Szwajcarów akceptujących kazirodztwo, Szwedów gdzie większość dzieci ma kilkoro mam i tatusiów, Hiszpanii gdzie od najmłodszych lat rozbudza się popęd seksualny u najmłodszych, w wieku gdy one jeszcze nie są w stanie go kontrolować, Niemczech gdzie łatwiej jest zbudować meczet niż kościół, Wielkiej Brytanii, gdzie wyższa kara grozi nazwanie homoseksualizmu czymś obrzydliwym niż za obrazę uczuć religijnych człowieka wierzącego. Wolę jeździć po dziurawych drogach niż żyć w takim burdelu, w świecie odwróconych wartości!

Jednak  feministki, homogeje i wszystkie inne lobby finansowane przez zagraniczne koncerny i organizacje jak widać nie rozumieją, że w Polsce nie ma dla nich miejsca. Dlatego wszyscy razem musimy wciąż powtarzać wyraźne, głośne i konsekwentne: „dość!” oraz przede wszystkim modlić się za naszą Ojczyznę.Tu czuwa  Pani Jasnogórska. To jest omodlona ziemia przez tysiące pokoleń. To ogromna spuścizna i jeszcze większe wyzwanie. Mam nadzieję, że nasze pokolenie nie zawiedzie przyszłych i że na mecie będziemy mogli z dumą powiedzieć: 
„W dobrych zawodach wystartowaliśmy, bieg ukończyliśmy, a wiary ustrzegliśmy” (2 Tm 4,7).